Marka Belki na stanowisko szefa NBP to bardzo zly i niebezpieczny wybor dla Polski.
Prawdopodobnie o tym rozmawiali Belka, Tusk i Kwaśniewski, gdy spotkali się w Akwizgranie podczas uroczystości wręczenia Tuskowi Nagrody Karola Wielkiego -Zbulwersowani decyzją marszałka o wystawieniu kandydata na prezesa NBP są niektórzy członkowie Rady Polityki Pieniężnej.
- Kandydata na sześcioletnią kadencję powinien wskazać nowo wybrany prezydent - podkreśla prof. Adam Glapiński z RPP.
- Pośpiech, z jakim marszałek dąży do wyznaczenia prezesa NBP, jest kompletnie nieuzasadniony - twierdzi prof. Andrzej Kaźmierczak, członek RPP. - Nie ma żadnych zagrożeń dla stabilności banku centralnego. Cel inflacyjny jest realizowany, gospodarka powoli odbija, sprawozdania NBP zostały przyjęte przez Radę Polityki Pieniężnej, nie ma zagrożeń dla bilansu płatniczego, a pewne wahania kursu złotego nie wynikają z przyczyn wewnętrznych, lecz z awersji do ryzyka na międzynarodowych rynkach - wylicza prof. Kaźmierczak. Przypomina ponadto, że prezes NBP powinien być apolityczny, a kandydatura Belki - byłego premiera i ministra finansów z SLD - z pewnością tego warunku nie spełnia.
Belkę chwalą natomiast członkowie RPP, którzy zawdzięczają funkcję Platformie Obywatelskiej, wskazując na jego międzynarodowe powiązania i doświadczenie na niwie publicznej. Nie brak jednak głosów, iż kandydat nie ma doświadczenia w polityce pieniężnej, ponieważ nigdy nie zasiadał w RPP. Niektórzy przypominają, że Marek Belka był przesłuchiwany przez komisję śledczą badającą aferę PZU. Współpracował z ABN Amro w czasie, gdy bank ten doradzał ministrowi przy prywatyzacji PZU w 1999 roku. Jednocześnie Belka był członkiem rady nadzorczej BIG Banku Gdańskiego, który nabył 10 proc. akcji PZU.
1. Marek Belka byly czlonek PZPR wywodzi sie z obozu Kwasniewskiego i jesli wybrany bedzie dzialal w celu jeszcze wiekzego umocnienia sie oligarchow postkomunistycznych i przejecia reszty majatku narodowego w rece miedzynarodowych koncernow wyprowadzajacych zyski. Polskich przedsiebiorstw do tzn. rajow podatkowych. Szwajcaria, Monako, Luksemburg, Wyspy Karaibskie, Wyspy Channel.
Takze tranfer zyskow polskich przedsiebiorstw spowoduje stagnacje rozwoju, brak inwestycji i tworzenie maloplatnych stanowisk pracy.
2. Marek Belka bedzie forsowal plany miedzynarodowych bankow jak Goldman Sachs manipulujacych Polska gospodarka na niej niekozysc.
3. Marek bedzie kontynuowal polityke Platformy Obywatelskiej zadluzania sie Polski w bankach miedzynarodowych i IMF. Dlaczego Polska ma placic dla IMF za gwarance finansowe , ktorych nie potrzebuje.
4. Marek Belka bedzie forsowal jak najszybsze wprowadzenie Polski do strefy Euro co spowoduje podwyzki cen, zmniejszenie konkurencyjnosci Polskiego exportu i stagnacje gospodarcza. Tym samym z wiekszenie taniego importu i zadluzenie sie Polski.
Polecam ksiazke Josepha Stiglitz " Wolny upadek" laureat Nagrody Nobla
documents America (and much of the world's) descent into crony capitalism. W ktorej dokumentuje jak USA i wiekszosc swiata poszla w zlym kierunku ekonomicznym tzn. ekonomii oligarchicznej. Prywatyzacja zyskow i unarodowienie strat, dlugow , papierow toksycznych co spowodowalo ogulny upadek klasy sredniej, ktora to zawsze placila i placi najwiecej podatkow.
Teraz banki inwestycyjne pozbawione regulacji i odpowiedzialnosci za straty zaczely masowo grac w przyslowiowa ruletke jak w casino w Las Vegas wiedzac ze rzady panst ich wykupia z kieszeni podatnika.
Niszczenie klasy sredniej. Chodzi o to ze myslenie i dzialanie takich ludzi jak Balcerowicz i Marek Belka opartych na szkole Friedmana, ktora zniszczyla tyle gospodarek na swiecie jak Islandia, Argentyna, Grecja, kraje Bautyckie a teraz bardzo prawdopodobnie Portugalia, Hiszpania, Wlochy, Irlandia. Cala ta pomoc finansowa dla krajow PIGS to spowolnienie upadku finansowego i przeniesienie strat bankow inwestycyjnych na kieszen podatnika i klasy sredniej i ubogiej. Banki te nazywane tgz. miedzynarodowe szakale spedzaja miliony zatrudniajac bulych premierow rzadow panstw, prezydentow majacych nadal wiele bezposrednich kontaktow w celu manipulacji rynkow swiatowych. Sa zatrudniani ludzie jak Marcinkiewicz, Belka, Balcerowicz, byly premier Grecji. W teminologii Lenina tzn. uzywanych idiotow nie posiadajacych patryjotyzmu z kraju rodzinnego.
Zwolennicy waszyngtońskiego konsensusu pod wodzą profesora Leszka Balcerowicza zwykle w swoich wypowiedziach twierdzą, że obecny kryzys to „nie jest krach kapitalizmu”. Tak jakby ktoś (oprócz skrajnych alterglobalistów) o tym kiedykolwiek mówił. To taki chwyt erystyczny - ustawia się przeciwników w miejscu, w którym nie stoją, ale wygodnym do ataku. Prawdziwe twierdzenie krytyków fundamentalizmu rynkowego brzmi: mamy nadzieję, że jest to koniec tej wersji kapitalizmu, ale jeśli nie uda się go zreformować to czeka nas jeszcze większy kryzys, który całkowicie zrujnuje świat i po którym zmiany mogą pójść w bardzo niepożądanym kierunku.
Euro currency crumbling? part2 (09Feb10
Alex Lech Bajan
Prezes RAQport
RAQport Inc.
2004 North Monroe Street
Arlington Virginia 22207
Washington DC Area
USA
TEL: 703-528-0114
TEL2: 703-652-0993
Fax Number: 1-202-315-3841
sms: 703-485-6619
Toll Free:1800-695-6200
EMAIL: polonia@raqport.com
WEB SITE: http://raqport.com
Friday, May 28, 2010
Monday, May 17, 2010
Bronisław Komorowski i jego kolesie czy za taka Polske zginela Inka w 1946?
Bronisław Komorowski i jego kolesie czy za taka Polske zginela Inka w 1946?
Pan Piotr Szubarczyk, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku, podaje nazwiska morderców z Urzędu Bezpieczeństwa, komunistycznego sądownictwa i prokuratury odpowiedzialnych za śmierć INKI, zbrodniarzy bezkarnych do dziś...
Fragment reportażu poświęconego pamięci Danuty Siedzikówny Inki, zrealizowanego i wyemitowanego przez TV Trwam w 2007 roku.
Nasz kandydat już rok wczesniej życzył śmierci Lechowi Kaczyńskiemu?
Sprzedam Polskę – msp.gov.pl
Opublikował/a Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-05-17
Minister skarbu zamieścił w tygodniku “The Economist” ogłoszenie o sprzedaży ponad 670 polskich spółek z ponad 40 sektorów gospodarkiPod ręką Platformy Obywatelskiej Polska od trzech lat żyje z wyprzedaży majątku poprzednich pokoleń i zaciągania długów na koszt przyszłych. Ekonomiści biją na alarm: sprzedaż strategicznych sektorów gospodarki na rzecz zagranicznych inwestorów nie zasypie dziury budżetowej, za to zwiększy finansowy drenaż Polski i narazi nasz kraj na “wrogie przejęcie”. Prywatyzowanie w kryzysie jest nieracjonalne m.in. dlatego, że firmy prywatne mają teraz znacznie gorszy dostęp do kapitału niż państwa, które są w ocenie rynków bardziej wiarygodnym partnerem w czasach kryzysu.
Gorączkowo szukając pieniędzy na łatanie dziur budżetowych, rząd sprzedaje, co się da, bez względu na to, czy prywatyzacja firmy ma uzasadnienie gospodarcze, czy też nie ma. Wpływy ze sprzedaży majątku państwowego zaplanowano w tym roku na 25 mld zł, ale minister Aleksander Grad licytuje w górę, utrzymując, że sięgną nawet 30 mld złotych. Miliard w górę czy w dół nie zmienia jednak obrazu sytuacji: mimo totalnej wyprzedaży majątku rząd nie zdoła ograniczyć dziury budżetowej do zaplanowanych rozmiarów, czyli 52 mld złotych.
- Szacujemy, że już dziś rzeczywisty deficyt budżetu wynosi 90 mld złotych. Pod koniec roku dług publiczny sięgnie 780-800 mld zł – ocenia główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak.
- Prywatyzacyjny rozmach rządu doszedł do punktu, gdy trzeba powiedzieć – nie! Ludzie są zgorszeni beztroską, z jaką rząd wyprzedaje majątek publiczny budowany przez pokolenia – mówi poseł Gabriela Masłowska (PiS), ekonomistka.
Po giełdowym debiucie PZU, za sprawą którego udział Skarbu Państwa w naszej największej ubezpieczeniowej spółce spadł z ponad 50 proc. do 46 proc., rząd przymierza się do sprzedaży zakładów wielkiej syntezy chemicznej. Pod młotek pójdą Zakłady Azotowe Puławy i Zakłady Chemiczne Police. W ostatnich dniach Ministerstwo Skarbu Państwa wystosowało zaproszenie do składania ofert. W obu spółkach rząd zamierza pozbyć się na rzecz inwestora strategicznego większościowych pakietów akcji. Niewykluczone, że jeden nabywca przejmie oba przedsiębiorstwa lub sprywatyzowane zostanie jedno z nich. To tzw. druga grupa chemiczna. Po niej przyjdzie kolej na pierwszą grupę, tj. Ciech, Zakłady Azotowe w Tarnowie (ZAT) i Zakłady Azotowe w Kędzierzynie (ZAK), których w pierwszym podejściu nie udało się sprywatyzować. Niemiecka grupa PCC, która miała wyłączność na negocjacje kupna ZAK i ZAT, zaoferowała tak niekorzystne warunki zapłaty, że strona polska zmuszona była zamknąć ten etap bez rozstrzygnięcia.
Do sprzedaży przeznaczona jest energetyka. Rząd chce zbyć udziały w największych grupach energetycznych – PGE i Tauron. Dotąd była mowa o zachowaniu w rękach Skarbu Państwa strategicznych pakietów akcji, ale minister Aleksander Grad wycofuje się rakiem z tych obietnic. Według ostatnich informacji, w Tauronie ma być sprzedane nie 20 proc., a… 52 proc. akcji. W ręce inwestora trafi też w całości grupa energetyczna Enea. To drugie podejście do prywatyzacji, w pierwszym – prowadzonym w dołku kryzysu – nie wyłoniono nabywcy. Na sprzedaż trafi też pakiet 13 proc. akcji w koncernie naftowym LOTOS, 10 proc. akcji w KGHM “Polska Miedź”, mniejszościowe pakiety w spółkach paliwowych, część spółek związanych z sektorem obronnym, firmy farmaceutyczne oraz dalsze 65 proc. akcji lubelskiej kopalni węgla kamiennego Bogdanka, która zadebiutowała na giełdzie w połowie ubiegłego roku.
Do końca roku ma rozpocząć się sprzedaż warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych – najważniejszej instytucji infrastruktury rynku kapitałowego. Akcje giełdy mają zadebiutować na jej własnym parkiecie. W ubiegłym roku w ostatniej chwili udało się powstrzymać ministra Grada przed wyjątkowo niekorzystną dla gospodarki i samej giełdy sprzedażą GPW inwestorowi branżowemu – niemieckiej Deutsche Boerse.
- Rząd sprzedaje strategiczne dziedziny gospodarki, nie bacząc na kryzys, bo jedyne, co go zaprząta, to narastające kłopoty z płynnością budżetu. Ten gabinet kompletnie nie rozumie, w jakim kierunku rozwija się sytuacja na świecie, i źle nas pozycjonuje – uważa Jerzy Bielewicz, prezes Stowarzyszenia “Przejrzysty Rynek”. – Katastrofa finansowa Grecji to zaledwie czubek góry lodowej, zwiastun kolejnej fali globalnego kryzysu finansowego, który tym razem uderzy najsilniej w Europę, grożąc jej rozpadem – ostrzega finansista.
- Na razie trwa cisza przez burzą, ale musimy mieć świadomość, że brak gruntownej reformy globalnego systemu finansowego spycha świat w kierunku konfliktu. W takiej chwili finanse, obronność, energetyka – to dziedziny, które rządy innych państw mocno dzierżą w ręku – podkreśla Bielewicz.
Zwraca też uwagę, że prywatyzowanie w kryzysie jest nieracjonalne także z tego powodu, że firmy prywatne, w tym największe korporacje, mają obecnie znacznie gorszy dostęp do kapitału niż państwa, które są w ocenie rynków bardziej wiarygodnym partnerem w czasach kryzysu.
- Kredyt korporacyjny obecnie nie istnieje, z wyjątkiem Azji. Banki, w obawie przed stratami, nie chcą pożyczać wielkim korporacjom, a jeśli oferują kredyt, to na bardzo wysoki procent. Tymczasem polskie obligacje rządowe są oprocentowane na poziomie 5 proc., dostęp do kapitału jest więc dla sektora państwowego łatwiejszy – ocenia Bielewicz. – Wejście na giełdę to jednorazowy zastrzyk kapitału, potem prywatny inwestor musi drożej płacić, gdy pożycza na rynkach finansowych – zauważa.
Drenaż kapitału i rynku pracy
- Prywatyzacja na rzecz zagranicznych inwestorów wypycha miejsca pracy z Polski – zwraca uwagę inny finansista związany z Narodowym Bankiem Polskim. Jak tłumaczy, gdy zagraniczny inwestor nabywa akcje w polskiej spółce, dokonując wymiany miliardów środków walutowych na złote, podbija tym samym kurs złotego, czyniąc nasz eksport mniej opłacalnym. Dlatego rezultatem masowej prywatyzacji z udziałem kapitału zagranicznego jest zjawisko przesuwania się miejsc pracy z Polski za granicę.
- Zamieniamy aktywa kapitałowe, które dawałyby nam wieloletnie dochody w kraju, na jednorazową konsumpcję. I to ma być interes? – pyta retorycznie. O ile prywatyzacja na rzecz kapitału zagranicznego niesie negatywne konsekwencje, to prywatyzacja w warunkach kryzysu jest – zdaniem naszego rozmówcy – szkodliwa w dwójnasób.
- Kryzys ma to do siebie, że powoduje zasysanie środków z peryferii globalnych korporacji do centrali, a więc w kierunku odwrotnym niż w czasach prosperity, gdy kapitał dokonuje ekspansji i inwestuje za granicą – wyjaśnia. Oznacza to, że środki finansowe wypracowane w polskich spółkach z chwilą wejścia zagranicznego inwestora strategicznego będą transferowane za granicę poprzez wypłatę zysków, ucieczkę przed podatkami, stosowanie cen transferowych etc. Szczególnie jaskrawo proceder ten widoczny jest w spółkach o charakterze finansowym, tj. bankach i firmach ubezpieczeniowych – np. ING w kryzysie dokonało wielomiliardowej lokaty w zagranicznym banku-matce, jeden z banków wypłacił akcjonariuszom dywidendę przekraczającą zysk itp. Z kolei ceny transferowe to sposób na wyprowadzanie zysków przez zagraniczne sieci supermarketów i firmy, których produkty cechuje wysoki “wsad importowy”.
Premier Donald Tusk i minister Aleksander Grad upatrują “cudownego lekarstwa” w prywatyzacji poprzez giełdę, gdy miejsce zagranicznego inwestora strategicznego zajmuje mniej lub bardziej rozproszony akcjonariat. Wygląda jednak na to, że pokusa drenażu finansowego bynajmniej nie omija spółek giełdowych, tyle że beneficjent się zmienia.
- Spółki o rozproszonym akcjonariacie stają się de facto własnością menedżerów, a akcjonariusze pozostają bez wpływu na zarządzanie. Na przykład włoski UniCredit kontrolowany jest przez kilka fundacji posiadających większe pakiety akcji, a te fundacje kontroluje… zarząd – tłumaczy Bielewicz.
- Amerykańskie banki, które zdefraudowały ogromne pieniądze i zostały wzięte na garnuszek podatników, to przecież… spółki giełdowe – przypomina. Dowodem na to, że menedżerowie firm giełdowych stają się quasi-właścicielami, są np. astronomiczne wynagrodzenia zarządów, niezależne od wyników firmy. – Jak wyliczono w Stanach Zjednoczonych, dochody głównych menedżerów Goldman Sachs przekraczają kwoty dywidend na rzecz akcjonariuszy – podaje przykład.
- Twierdzenie, jakoby prywatyzacja w każdym wypadku gwarantowała szybszy wzrost, jest gołosłowne – twierdzi dr Gabriela Masłowska, ekonomistka, poseł PiS. – Dowodem jest szybki rozwój krajów Dalekiego Wschodu, które – w przeciwieństwie do Polski – odrzuciły plan totalnej prywatyzacji zalecany przez tzw. Konsensus Waszyngtoński [ultraliberalny program gospodarczy MFW i BŚ dla krajów słabo rozwiniętych przedstawiony w 1989 r. - przyp. red.].
Prywatyzacja to nie panaceum
- Najpierw warto zapytać rząd, gdzie się podziało ponad 100 mld zł z dotychczasowej prywatyzacji prowadzonej od początku transformacji. Czy dzięki wyprzedaży tego majątku mamy wyższe emerytury? Czy za te pieniądze zbudowano autostrady? Czy Polacy stali się właścicielami fabryk? Czy budżet ma wyższe wpływy podatkowe? – pyta retorycznie Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. – Powiedzmy wreszcie otwarcie: to była od początku koncepcja pozbawiona perspektywy, ograniczona do doraźnego zatykania luk w finansach publicznych dochodami z wyprzedaży majątku pokoleń – zaznacza.
- Totalna prywatyzacja nie jest panaceum na problemy gospodarcze, przeciwnie – w wielu wypadkach może zaszkodzić – twierdzi Jerzy Bielewicz. Każda dziedzina gospodarki wymaga – jego zdaniem – odrębnej strategii, jeśli chodzi o status własnościowy.
- Po co sprzedawać energetykę inwestorom zagranicznym? Wiadomo, że środki na niezbędne inwestycje będą pozyskiwać na polskim rynku przez zawyżanie cen energii, co narazi polską gospodarkę na utratę konkurencyjności. Po co pozbywać się kontroli nad PZU, PKO BP czy GPW? Inwestorzy przejmują dochodowe spółki finansowe po to, by z nich czerpać zyski, a nie dokładać. Na Zachodzie zaledwie 20 proc. tego sektora znajduje się w rękach zagranicznych, gdy tymczasem w Polsce – 70 proc. – zwraca uwagę Bielewicz.
Małgorzata Goss
www.naszdziennik.pl
Pan Piotr Szubarczyk, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku, podaje nazwiska morderców z Urzędu Bezpieczeństwa, komunistycznego sądownictwa i prokuratury odpowiedzialnych za śmierć INKI, zbrodniarzy bezkarnych do dziś...
Fragment reportażu poświęconego pamięci Danuty Siedzikówny Inki, zrealizowanego i wyemitowanego przez TV Trwam w 2007 roku.
Nasz kandydat już rok wczesniej życzył śmierci Lechowi Kaczyńskiemu?
Sprzedam Polskę – msp.gov.pl
Opublikował/a Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2010-05-17
Minister skarbu zamieścił w tygodniku “The Economist” ogłoszenie o sprzedaży ponad 670 polskich spółek z ponad 40 sektorów gospodarkiPod ręką Platformy Obywatelskiej Polska od trzech lat żyje z wyprzedaży majątku poprzednich pokoleń i zaciągania długów na koszt przyszłych. Ekonomiści biją na alarm: sprzedaż strategicznych sektorów gospodarki na rzecz zagranicznych inwestorów nie zasypie dziury budżetowej, za to zwiększy finansowy drenaż Polski i narazi nasz kraj na “wrogie przejęcie”. Prywatyzowanie w kryzysie jest nieracjonalne m.in. dlatego, że firmy prywatne mają teraz znacznie gorszy dostęp do kapitału niż państwa, które są w ocenie rynków bardziej wiarygodnym partnerem w czasach kryzysu.
Gorączkowo szukając pieniędzy na łatanie dziur budżetowych, rząd sprzedaje, co się da, bez względu na to, czy prywatyzacja firmy ma uzasadnienie gospodarcze, czy też nie ma. Wpływy ze sprzedaży majątku państwowego zaplanowano w tym roku na 25 mld zł, ale minister Aleksander Grad licytuje w górę, utrzymując, że sięgną nawet 30 mld złotych. Miliard w górę czy w dół nie zmienia jednak obrazu sytuacji: mimo totalnej wyprzedaży majątku rząd nie zdoła ograniczyć dziury budżetowej do zaplanowanych rozmiarów, czyli 52 mld złotych.
- Szacujemy, że już dziś rzeczywisty deficyt budżetu wynosi 90 mld złotych. Pod koniec roku dług publiczny sięgnie 780-800 mld zł – ocenia główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak.
- Prywatyzacyjny rozmach rządu doszedł do punktu, gdy trzeba powiedzieć – nie! Ludzie są zgorszeni beztroską, z jaką rząd wyprzedaje majątek publiczny budowany przez pokolenia – mówi poseł Gabriela Masłowska (PiS), ekonomistka.
Po giełdowym debiucie PZU, za sprawą którego udział Skarbu Państwa w naszej największej ubezpieczeniowej spółce spadł z ponad 50 proc. do 46 proc., rząd przymierza się do sprzedaży zakładów wielkiej syntezy chemicznej. Pod młotek pójdą Zakłady Azotowe Puławy i Zakłady Chemiczne Police. W ostatnich dniach Ministerstwo Skarbu Państwa wystosowało zaproszenie do składania ofert. W obu spółkach rząd zamierza pozbyć się na rzecz inwestora strategicznego większościowych pakietów akcji. Niewykluczone, że jeden nabywca przejmie oba przedsiębiorstwa lub sprywatyzowane zostanie jedno z nich. To tzw. druga grupa chemiczna. Po niej przyjdzie kolej na pierwszą grupę, tj. Ciech, Zakłady Azotowe w Tarnowie (ZAT) i Zakłady Azotowe w Kędzierzynie (ZAK), których w pierwszym podejściu nie udało się sprywatyzować. Niemiecka grupa PCC, która miała wyłączność na negocjacje kupna ZAK i ZAT, zaoferowała tak niekorzystne warunki zapłaty, że strona polska zmuszona była zamknąć ten etap bez rozstrzygnięcia.
Do sprzedaży przeznaczona jest energetyka. Rząd chce zbyć udziały w największych grupach energetycznych – PGE i Tauron. Dotąd była mowa o zachowaniu w rękach Skarbu Państwa strategicznych pakietów akcji, ale minister Aleksander Grad wycofuje się rakiem z tych obietnic. Według ostatnich informacji, w Tauronie ma być sprzedane nie 20 proc., a… 52 proc. akcji. W ręce inwestora trafi też w całości grupa energetyczna Enea. To drugie podejście do prywatyzacji, w pierwszym – prowadzonym w dołku kryzysu – nie wyłoniono nabywcy. Na sprzedaż trafi też pakiet 13 proc. akcji w koncernie naftowym LOTOS, 10 proc. akcji w KGHM “Polska Miedź”, mniejszościowe pakiety w spółkach paliwowych, część spółek związanych z sektorem obronnym, firmy farmaceutyczne oraz dalsze 65 proc. akcji lubelskiej kopalni węgla kamiennego Bogdanka, która zadebiutowała na giełdzie w połowie ubiegłego roku.
Do końca roku ma rozpocząć się sprzedaż warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych – najważniejszej instytucji infrastruktury rynku kapitałowego. Akcje giełdy mają zadebiutować na jej własnym parkiecie. W ubiegłym roku w ostatniej chwili udało się powstrzymać ministra Grada przed wyjątkowo niekorzystną dla gospodarki i samej giełdy sprzedażą GPW inwestorowi branżowemu – niemieckiej Deutsche Boerse.
- Rząd sprzedaje strategiczne dziedziny gospodarki, nie bacząc na kryzys, bo jedyne, co go zaprząta, to narastające kłopoty z płynnością budżetu. Ten gabinet kompletnie nie rozumie, w jakim kierunku rozwija się sytuacja na świecie, i źle nas pozycjonuje – uważa Jerzy Bielewicz, prezes Stowarzyszenia “Przejrzysty Rynek”. – Katastrofa finansowa Grecji to zaledwie czubek góry lodowej, zwiastun kolejnej fali globalnego kryzysu finansowego, który tym razem uderzy najsilniej w Europę, grożąc jej rozpadem – ostrzega finansista.
- Na razie trwa cisza przez burzą, ale musimy mieć świadomość, że brak gruntownej reformy globalnego systemu finansowego spycha świat w kierunku konfliktu. W takiej chwili finanse, obronność, energetyka – to dziedziny, które rządy innych państw mocno dzierżą w ręku – podkreśla Bielewicz.
Zwraca też uwagę, że prywatyzowanie w kryzysie jest nieracjonalne także z tego powodu, że firmy prywatne, w tym największe korporacje, mają obecnie znacznie gorszy dostęp do kapitału niż państwa, które są w ocenie rynków bardziej wiarygodnym partnerem w czasach kryzysu.
- Kredyt korporacyjny obecnie nie istnieje, z wyjątkiem Azji. Banki, w obawie przed stratami, nie chcą pożyczać wielkim korporacjom, a jeśli oferują kredyt, to na bardzo wysoki procent. Tymczasem polskie obligacje rządowe są oprocentowane na poziomie 5 proc., dostęp do kapitału jest więc dla sektora państwowego łatwiejszy – ocenia Bielewicz. – Wejście na giełdę to jednorazowy zastrzyk kapitału, potem prywatny inwestor musi drożej płacić, gdy pożycza na rynkach finansowych – zauważa.
Drenaż kapitału i rynku pracy
- Prywatyzacja na rzecz zagranicznych inwestorów wypycha miejsca pracy z Polski – zwraca uwagę inny finansista związany z Narodowym Bankiem Polskim. Jak tłumaczy, gdy zagraniczny inwestor nabywa akcje w polskiej spółce, dokonując wymiany miliardów środków walutowych na złote, podbija tym samym kurs złotego, czyniąc nasz eksport mniej opłacalnym. Dlatego rezultatem masowej prywatyzacji z udziałem kapitału zagranicznego jest zjawisko przesuwania się miejsc pracy z Polski za granicę.
- Zamieniamy aktywa kapitałowe, które dawałyby nam wieloletnie dochody w kraju, na jednorazową konsumpcję. I to ma być interes? – pyta retorycznie. O ile prywatyzacja na rzecz kapitału zagranicznego niesie negatywne konsekwencje, to prywatyzacja w warunkach kryzysu jest – zdaniem naszego rozmówcy – szkodliwa w dwójnasób.
- Kryzys ma to do siebie, że powoduje zasysanie środków z peryferii globalnych korporacji do centrali, a więc w kierunku odwrotnym niż w czasach prosperity, gdy kapitał dokonuje ekspansji i inwestuje za granicą – wyjaśnia. Oznacza to, że środki finansowe wypracowane w polskich spółkach z chwilą wejścia zagranicznego inwestora strategicznego będą transferowane za granicę poprzez wypłatę zysków, ucieczkę przed podatkami, stosowanie cen transferowych etc. Szczególnie jaskrawo proceder ten widoczny jest w spółkach o charakterze finansowym, tj. bankach i firmach ubezpieczeniowych – np. ING w kryzysie dokonało wielomiliardowej lokaty w zagranicznym banku-matce, jeden z banków wypłacił akcjonariuszom dywidendę przekraczającą zysk itp. Z kolei ceny transferowe to sposób na wyprowadzanie zysków przez zagraniczne sieci supermarketów i firmy, których produkty cechuje wysoki “wsad importowy”.
Premier Donald Tusk i minister Aleksander Grad upatrują “cudownego lekarstwa” w prywatyzacji poprzez giełdę, gdy miejsce zagranicznego inwestora strategicznego zajmuje mniej lub bardziej rozproszony akcjonariat. Wygląda jednak na to, że pokusa drenażu finansowego bynajmniej nie omija spółek giełdowych, tyle że beneficjent się zmienia.
- Spółki o rozproszonym akcjonariacie stają się de facto własnością menedżerów, a akcjonariusze pozostają bez wpływu na zarządzanie. Na przykład włoski UniCredit kontrolowany jest przez kilka fundacji posiadających większe pakiety akcji, a te fundacje kontroluje… zarząd – tłumaczy Bielewicz.
- Amerykańskie banki, które zdefraudowały ogromne pieniądze i zostały wzięte na garnuszek podatników, to przecież… spółki giełdowe – przypomina. Dowodem na to, że menedżerowie firm giełdowych stają się quasi-właścicielami, są np. astronomiczne wynagrodzenia zarządów, niezależne od wyników firmy. – Jak wyliczono w Stanach Zjednoczonych, dochody głównych menedżerów Goldman Sachs przekraczają kwoty dywidend na rzecz akcjonariuszy – podaje przykład.
- Twierdzenie, jakoby prywatyzacja w każdym wypadku gwarantowała szybszy wzrost, jest gołosłowne – twierdzi dr Gabriela Masłowska, ekonomistka, poseł PiS. – Dowodem jest szybki rozwój krajów Dalekiego Wschodu, które – w przeciwieństwie do Polski – odrzuciły plan totalnej prywatyzacji zalecany przez tzw. Konsensus Waszyngtoński [ultraliberalny program gospodarczy MFW i BŚ dla krajów słabo rozwiniętych przedstawiony w 1989 r. - przyp. red.].
Prywatyzacja to nie panaceum
- Najpierw warto zapytać rząd, gdzie się podziało ponad 100 mld zł z dotychczasowej prywatyzacji prowadzonej od początku transformacji. Czy dzięki wyprzedaży tego majątku mamy wyższe emerytury? Czy za te pieniądze zbudowano autostrady? Czy Polacy stali się właścicielami fabryk? Czy budżet ma wyższe wpływy podatkowe? – pyta retorycznie Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. – Powiedzmy wreszcie otwarcie: to była od początku koncepcja pozbawiona perspektywy, ograniczona do doraźnego zatykania luk w finansach publicznych dochodami z wyprzedaży majątku pokoleń – zaznacza.
- Totalna prywatyzacja nie jest panaceum na problemy gospodarcze, przeciwnie – w wielu wypadkach może zaszkodzić – twierdzi Jerzy Bielewicz. Każda dziedzina gospodarki wymaga – jego zdaniem – odrębnej strategii, jeśli chodzi o status własnościowy.
- Po co sprzedawać energetykę inwestorom zagranicznym? Wiadomo, że środki na niezbędne inwestycje będą pozyskiwać na polskim rynku przez zawyżanie cen energii, co narazi polską gospodarkę na utratę konkurencyjności. Po co pozbywać się kontroli nad PZU, PKO BP czy GPW? Inwestorzy przejmują dochodowe spółki finansowe po to, by z nich czerpać zyski, a nie dokładać. Na Zachodzie zaledwie 20 proc. tego sektora znajduje się w rękach zagranicznych, gdy tymczasem w Polsce – 70 proc. – zwraca uwagę Bielewicz.
Małgorzata Goss
www.naszdziennik.pl
Sunday, May 16, 2010
Wednesday, May 5, 2010
International Monetary Fund Miedzynarodowy Fundusz Walutowy z Waszyngtonu chce wepchac dla Poski niepotrzebny kredyt na 20.5 miliarda dolarow
International Monetary Fund Miedzynarodowy Fundusz Walutowy z Waszyngtonu chce wepchac dla Poski niepotrzebny kredyt na 20.5 miliarda dolarow
aby Rzad Donalda Tuska zalatal finance.
Komu na tym zalezy i kto to popiera?
Sama linia kredytowa bez pobrania bedzie kosztowac setki milionow zlotych. Ile szpitali czy szkol mozna za to wybudowac.
Wczesniej Goldman Sachs manipulowal polskim zlotym z teraz chca nas wiecej zadluzyc.
Zdaniem Katarzyny Zajdel-Kurowskiej ktora nie placi podatku w USA i w Polsce reprezentant Polski w IMF na prywatnej rozmowie powiedziala za Polska zawsze glosuje w linii za co im zapłacą starsi i mądrzejsi,
to prawda potwierdzone. Belka tez tam pracuje.
Polacy rodacy prosimy pisac listy protestu i dzwonic do
Kontakt
Centrala
tel. (+48 22) 694 55 55
e-mail: kancelaria@mofnet.gov.pl
adres: Ministerstwo Finansów 00-916 Warszawa ul. Świętokrzyska 12
Kontakt dla dziennikarzy:
tel. (+48 22) 694 36 00, 694 36 04
fax (+48 22) 694 41 77
e-mail: dziennikarze@mofnet.gov.pl
Rzecznik prasowy:
Magdalena Kobos
tel. (+48 22) 694 36 16 kom. 0 601 270 618
Krajowa Informacja Podatkowa czynna od 7.00 do 18.00
Infolinia:
Z tel. stac.: 0 801 055 055
Z tel. kom.: (22) 330 0330
www: http://www.kip.gov.pl
Informacja Celna czynna od 9.00 do 16.00
tel. (+48 22) 694 31 94, 694 30 91
e-mail: Informacja.Celna@mofnet.gov.pl
Dane informacji celnych w poszczególnych izbach celnych znajdują sie w serwisie Służba Celna w dziale "Organizacja Służby Celnej/Izby Celne"
Stanowisko ds. skarg i wniosków
tel. (+48 22) 694 44 81
Departament Rachunkowości
Stanowisko ds. Usługowego Prowadzenia Ksiąg Rachunkowych:
tel. (+48 22) 694 40 91 w godzinach 8.15-16.15
tel. (+48 22) 694 33 58 w godzinach 10.00-12.00
Centralny Rejestr Zastawów Skarbowych:
tel. (+48 22) 694-58-41
tel. (+48 22) 694-57-59
fax (+48 22) 694-54-88
e-mail: DUA@mofnet.gov.pl
Informacje dotyczące Centralnego Rejestru Zastawów Skarbowych zostały opublikowane w serwisie Ministerstwo Finansów w dziale "Informatory / Centralny Rejestr Zastawów Skarbowych"
Komisja Egzaminacyjna ds. Doradztwa Podatkowego:
tel. (+48 22) 694 52 49
fax (+48 22) 694 51 95
e-mail: komisja.doradztwo@mofnet.gov.pl
Biuletyn Skarbowy
tel. (+48 22) 694-30-33
e-mail: dorota.burdach@mofnet.gov.pl
--------------------------------------------------------------
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów jest podzielona na komórki organizacyjne, które mają określone zadania i kompetencje. Działają tu także sekretariaty osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe w KPRM. Komórkami organizacyjnymi Kancelarii, poza gabinetem politycznym Premiera, kierują dyrektorzy.
Kontakt do sekretariatu Dyrektora Generalnego:
telefon: (022) 628 78 70, 694 63 18
faks: (022) 694 72 96
e-mail: bdg@kprm.gov.pl
http://www.premier.gov.pl/kancelaria_premiera/departamenty/
Dane kontaktowe do poszczególnych departamentów znajdują się w dziale DEPARTAMENTY.
The Shock Doctrine
Argentina's Economic Collapse - Part 1 of 12
Sytuacja Polski w oczach MFW pozostaje bez zmian
Wtorek, 13 kwietnia (19:40)
Zdaniem Katarzyny Zajdel-Kurowskiej, przedstawiciela Polski przy MFW, sytuacja Polski po sobotniej katastrofie w oczach MFW i inwestorów zagranicznych nie uległa zmianie. Fundusz podtrzymuje swoje oczekiwania wobec Polski w kwestii działań w polityce fiskalnej i monetarnej oraz ze spokojem oczekuje na decyzje personalne w instytucjach państwowych.
AFP
Zajdel-Kurowska podkreśliła, że z punktu widzenia MFW powinny nadal być realizowane zalecenia, które Fundusz przedstawił Ministerstwu Finansów i NBP w marcu. "Te rekomendacje są dosyć klarowne. W kwestii polityki fiskalnej należy opracować średniookresowy plan konsolidacji finansów tak, aby zadłużenie państwa nie narastało.
W kwestii polityki monetarnej doradzaliśmy, aby nie spieszyć się z podwyżkami stóp, bo ożywienie gospodarcze na świecie, szczególnie w Europie, jest bardzo kruche, nietrwałe. Aby to nie przełożyło się na ożywienie w Polsce na razie doradzamy ostrożność ze zmianami stóp" - powiedziała we wtorek w TVN CNBC Zajdel-Kurowska. "Te zalecenia nie ulegną zmianie i powinniśmy je wprowadzać w życie" - dodała. Zajdel-Kurowska powiedziała, że MFW nie obawia się zakłócenia działalności państwa i instytucji wobec tragicznej śmierci kluczowych dla funkcjonowania państwa osób. "MFW przyjęło ze spokojem wszystkie komentarze od marszałka Komorowskiego, również instytucjonalnie nic nie ulega zmianie.
czytaj dalej
Państwo jest przygotowane do realizowania funkcji państwowych, rząd i NBP działają sprawnie i to jest najważniejsze. Tutaj nie było absolutnie żadnych obaw o zachwianie na rynkach finansowych czy postrzeganie Polski przez inwestorów" - powiedziała. Zajdel-Kurowska dodała, że MFW nie ingeruje w kwestię roli p.o. prezesa NBP Piotra Wiesiołka w RPP. "Do tych spraw podchodzimy w sposób makroekonomiczny, globalny. Każdy członek Funduszu ma swoje uwarunkowania prawne w tych kwestiach.
To są sprawy wewnętrzne i należy je oddać prawnikom. Fundusz nie jest w tej kwestii ekspertem" - powiedziała. "Fundusz obserwuje dalsze wydarzenia i przyjmie te rozstrzygnięcia, które zostaną zastosowane" - dodała. Zajdel-Kurowska uważa, że wobec wysokich rezerw walutowych Polska nie jest narażona na ataki spekulacyjne i złoty nie jest zagrożony. "Wszystkie doświadczenia interwencji na świecie pokazują, że bardzo trudno jest walczyć z trendem. Silne fundamenty gospodarcze przyciągają inwestorów do Polski.
To nie jest zły trend. To co powinno być monitorowane, to tempo napływu kapitału, aby, gdy zmieni się sytuacja w gospodarce światowej i stopy w innych krajach, nie doszło do zbyt gwałtownego odpływu kapitału" - powiedziała. "Interwencje mają duży wymiar psychologiczny. Zawsze gdy bank centralny wchodzi na rynek to ma to wymowny i silny wpływ na inwestorów. Polska ma bardzo wysokie rezerwy walutowe, jest silna i to również jest bardzo ważnym elementem dla inwestorów, bo nie rzucają się oni na kraje, które są silne. Tutaj nie obawiałabym się, żeby coś groziło Polsce i złotemu" - dodała.
Zdaniem Zajdel-Kurowskiej, na ożywienie gospodarcze w Polsce większy wpływ niż kurs złotego będzie miała sytuacja na rynku pracy. "Radzimy sobie wciąż bardzo dobrze, natomiast to, co obecnie ma większe przełożenie na gospodarkę niż kurs złotego to jest sytuacja na rynku pracy. Oczywiście, zbyt duża aprecjacja złotego będzie miała negatywny wpływ na dynamikę polskiego eksportu, to się przełoży na konkurencyjność polskich towarów.
To, co jest istotne, to jest sytuacja na rynku pracy, jeśli dojdzie do wzrostu stopy bezrobocia - ale ten trend nie jest jeszcze niepokojący, poczekajmy jeszcze z oceną kilka miesięcy" - powiedziała. "Jeśli nie dojdzie do wzrostu bezrobocia to nie powinno być osłabienia wzrostu gospodarczego" - dodała.
May 5 (Bloomberg) -- Poland will apply to the International Monetary Fund to extend a $20.5 billion flexible credit line after the central bank said it won’t defy the government’s wishes.
Finance Minister Jacek Rostowski asked the bank’s acting Governor Piotr Wiesiolek to endorse the application to extend the one-year facility, which expires today, the Finance Ministry said in an e-mailed statement. Deputy Governor Witold Kozinski, said the bank will drop its opposition to renewing the loan if the Finance Ministry insists, according to the statement
Poland was the only country in the EU that refused to strengthen its currency, as its Zloty being weak was a benefit to the Polish economy in exports, employment and tax revenues. The national bank governor had said he would not take loans from the IMF…they had even been so bold as to offer to loan the IMF money! But after the governor’s untimely death the IMF loans have started against his plans.
Poland is the only country that is not in recession in Europe, it’s actually grown 2.75% this year, and 1.7% last year, and growth projections are even higher for next year. Its debt is quite low compared to other countries at around 50% of its GDP. We can expect Poland to be absorbed into the Eurozone and increasing the size of its debts as its Central Bank governor was taken in the crash.
Co dalej z pożyczką z MFW
k.k. 05-05-2010, ostatnia aktualizacja 05-05-2010 02:06
Dziś wygasa porozumienie o udostępnieniu Polsce elastycznej linii kredytowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego
Rok temu MFW postawił do dyspozycji Polski kwotę 20,6 mld dol. Środki zasiliły rezerwy walutowe NBP i miały być wykorzystywane na wypadek zmian na rynkach zagrażających stabilności systemu finansowego.
Choć dotąd Polska z nich nie skorzystała, to rząd wielokrotnie deklarował, że przedłużenie umowy jest wskazane. W resorcie finansów nie udało nam się dowiedzieć, czy jego szef poprosił NBP o zgodę na przedłużenie umowy. Jeśli tak się stanie, to nie od razu zostaniemy objęci parasolem MFW. – Najpierw pracownicy oceniają, czy dany kraj spełnia kryteria, potem odbywa się nieformalne spotkanie Rady Dyrektorów i po kilku dniach – formalne. W praktyce to trwa dwa – trzy tygodnie – mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska, zastępca dyrektora wykonawczego MFW.
Wszystko wyjaśnić się może dziś – wiceprezes NBP Piotr Koziński zwołał konferencję w sprawie pożyczki z MFW.
Czy Polska popelnia blad Argentyny i Grecji? Stoczniowcy zajmujcie stocznie to jest dorobek Polski Nas a nie Rzadu Tuska.to swoje to nasze!
PolishAmericanDC zajac Polskie przez Pracownikow.
kazdy bedzie mial jeden vote. Taka sama placa dla wszystkich.
Stoczniowcy na co czekacie? do dziela!
Zadłużenie zagraniczne do spłaty w tym roku wynosi 63,9 mld euro
Zadłużenie zagr. ogółem Polski wzrosło w II kw. do 176,563 mld euro - NBP 14:18 30.09.2009
30.6.Warszawa (PAP) - Zadłużenie zagraniczne Polski ogółem wzrosło w II kwartale 2009 roku do 176.53 mln euro ze 169.827 mln euro w I kwartale 2009 roku - podał NBP.
Z tego zadłużenie długoterminowe wzrosło do 129.573 mln euro ze 125.059 mln euro w II kwartale, a zadłużenie krótkoterminowe do 46.990 mln euro z 44.78 mln euro.
Zadłużenie przedsiębiorstw wzrosło do 80.510 mln euro w II kwartale z 78.515 mln euro w I kwartale 2009 roku.
Zadłużenie sektora bankowego wzrosło z 42.135 mln euro z 41.761 mln euro.
Zadłużenie rządu i samorządu wzrosło do 51.612 mln euro z 47.840 mln euro (PAP)
Warszawa, 29.06.2007 (ISB) - Zadłużenie zagraniczne Polski ogółem wzrosło do 131,70 mld euro na koniec I kw. 2007 roku z 127,71 mld euro na koniec IV kw. 2006 roku, podał Narodowy Bank Polski w komunikacie w piątek.
W I kw. 2006 roku zadłużenia zagraniczne wynosiło 115,0 mld euro.
Zadłużenie zagraniczne sektora rządowego i samorządowego wzrosło w I kwartale 2007 roku do 53,5 mld euro z 51,62 mld euro w IV kwartale 2006 roku i wobec 52,15 mld euro rok wcześniej.
W tym samym czasie zadłużenie zagraniczne sektora bankowego wzrosło do 17,95 mld euro z 17,67 mld euro na koniec grudnia 2006 i wobec 12,747 mld euro rok wcześniej. (ISB)
Ile to podobienstwa
Argentyński CUD ekonomiczny
prof. dr Ronald Clement 18-08-2006 10:44
To bylo kilka lat temu, kiedy korporacyjne telewizje pokazywaly straszna sytuacje w Argentynie – panstwie o burzliwej przeszlosci aczkolwiek do czasu wprowadzenia ekonomii globalnej niezle dajacym sobie rade. Tlumy protestujacych na ulicach, zolnierze strzelajacy do tych tlumów. Dymy, petardy, ogien i bezrobocie, które przekroczylo 22%. Argentyna w roku 2001 znalazla sie na dnie przepasci, z której, wedlug zachodnich ekonomistów, nie bylo juz wyjscia. Globalisci, przemyslowcy i bankierzy masowo opuszczali kraj zabierajac co jeszcze tylko bylo mozna. Media dostaly nakaz, aby zapomniec o tym kraju i o jego istnieniu.
Argentyna walczy i zwycieza - korporacyjne media nie moga dopuscic byscie sie Panstwo o tym dowiedzieli
W grudniu 2001 roku Argentyna znalazla sie w dole ekonomicznym, do którego zostala zepchnieta przez elity i globalizm. Banki przestaly wyplacac pieniadze. Ekonomii kraju nikt nie byl juz w stanie kontrolowac. Sprawujacy wczesniej wladze, prezydent Carlos Menem, przemyslowiec wybrany na swój urzad w roku 1989, obiecywal Argentynczykom piekne kobiety i samochody Ferrari. Od kuchni zas wyprzedawal gospodarke panstwa w obce rece po smiesznych cenach. Pozyczal ogromne sumy pieniedzy z Banku Swiatowego i Miedzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Mieszkancy Argentyny, która dzieki pozyczonym pieniadzom znalazla sie w stanie bezprecedensowego rozkwitu, wiwatowali na czesc swojego prezydenta i oglosili go geniuszem wolnego rynku.
Sielanka sie skonczyla, gdy trzeba bylo zaczac zwracac pozyczone pieniadze. W roku 2001 produkt narodowy zmniejszyl sie az o 11%. Kraj jednak nie otrzymal od Miedzynarodowego Funduszu Walutowego zadnych dodatkowych pieniedzy, ani zadnych konkretnych rad.
Gdy lala sie krew
Historia Argentyny pelna jest nieudanych powstan, zrywów, protestów i wojen. Pelna jest takze biedy mas i niewyobrazalnego bogactwa grupki wybranych. Pelna jest korupcji, straszliwych tortur i faszystowskich kazamatów. Jednak pod koniec lat 1990tych oniemial caly swiat. To, co dzialo sie na ulicach Argentyny bylo ostrzezeniem i przepowiednia dla zwolenników globalnej ekonomii.
Prywatnie dziennikarze zastanawiali sie jak to mozliwe, ze mozna zniszczyc cale panstwo w tak krótkim czasie. Jak to mozliwe, ze nikt tego nie zauwazyl i nie zaradzil. Takie pytania krazyly w internecie i w prywatnych rozmowach. Na stronach gazet i w dziennikach telewizyjnych goniono za sensacja i bredzono cos o nieodpowiedzialnosci fiskalnej na skale panstwa. Wina obarczono bardzo szybko przecietnych Argentynczyków i nowego prezydenta Argentyny, De la Rua.
W roku 1999, kiedy De la Rua zostal wybrany na prezydenta, a kraj znajdowal sie juz w 3-letniej recesji, szczekaczka CNN oglaszala, ze Menem nie zostal wybrany dlatego, poniewaz wedlug konstytucji nie mógl startowac w wyborach po raz trzeci. Menem zapowiedzial jednak, ze wystartuje w wyborach w roku 2003. Menem nalezal do partii Peronistów, najwiekszej sily politycznej w Argentynie. Byl silnie zwiazany ze Stanami Zjednoczonymi, globalizmem i wolnym rynkiem.
Nowemu prezydentowi Argentyny nie pozostawiono niemal zadnego ruchu. W dalszym ciagu wladze dzierzyli Peronisci, którzy juz od samego poczatku atakowali swego prezydenta. De la Rua w swoich przemówieniach prosil Argentynczyków: Prosze Was o to byscie zrozumieli jak wazna jest jednosc. Chce byc prezydentem wszystkich Argentynczyków.
Gdy nastapil krach, Miedzynarodowy Fundusz Walutowy pierwszy umyl rece. Jego eksperci twierdzili, ze Argentyna wydawala za duzo pieniedzy, pomimo ze budzet panstwa byl znacznie mniejszy niz budzet USA podczas wielkiego kryzysu. Gdy ekonomisci wysmiali takie tlumaczenie, prawnicy Miedzynarodowego Funduszu Walutowego przystapili do szturmu. Twierdzili, ze Argentyna posiadala takie prawa rozdzielania pozyczek, do których fundusz musial sie dostosowac, które uniemozliwily normalne funkcjonowanie ekonomiczne. Oznacza to, ze fundusz kaze nam wierzyc, iz biedna Argentyna dyktowala mu warunki.
Caly ten spektakl byl nadzorowany przez elity USA. Przez ostatnich 55 lat, podczas calego istnienia Miedzynarodowego Funduszu Walutowego, glos Stanów Zjednoczonych w tej organizacji byl decydujacy. Inne bogate kraje czlonkowskie z latwoscia moglyby sprzeciwic sie USA w glosowaniu i wygrac. Dziwnym trafem nigdy tego nie zrobily. Gdy jednak przyjrzymy sie blizej MFW stwierdzimy, ze tak naprawde jest to kartel pozyczkodawców zarzadzany przez amerykanskie Ministerstwo Skarbu. Nie nalezy sie wiec dziwic, ze rzad USA, a za nim poslusznie amerykanskie i wreszcie zachodnie media, jednoglosnie twierdzily, ze Argentyna musi byc posluszna regulom narzuconym jej przez MFW.
Ekonomiczna analiza
Dzisiaj wiemy juz, dlaczego upadla ekonomia Argentyny – chociaz media tego nie chca podawac. Prosze tutaj o szczególna uwage Czytelników w Polsce. W roku 1991, Menem oparl ekonomie panstwa o „wyzsza” walute, jaka byl USD. Wprowadzono wymiane argentynskiego peso na USD w stalym stosunku 1:1. Menem mial nadzieje, ze USD stanie sie w ten sposób szybko waluta obiegowa w Argentynie. Byla to na poczatku niezla idea, ale wkrótce okazalo sie, ze wartosc USD zostala zawyzona. Zawyzyla sie takze automatycznie wartosc argentynskiego peso. Zwrócmy uwage jak funkcjonuje Euro w Polsce.
W momencie, gdy inwestorzy zorientowali sie, ze wartosc peso jest zawyzona, zaczeli sie obawiac, ze musi upasc. Dlatego zaczeli sie domagac coraz wyzszej stopy procentowej na wszystkim. Takze na pozyczkach prywatnych i rzadowych. To spowodowalo powstanie ogromnego dlugu. Stopa procentowa zostala podwyzszona o 40%.
Aby utrzymac oparcie na walucie amerykanskiej, rzad Argentyny musial w bankach posiadac odpowiednia ilosc USD. W miare poglebiania sie kryzysu rzad musial kupowac coraz wiecej USD po znacznie zawyzonej cenie. Coraz wiecej ludzi domagalo sie transakcji gotówkowych. Ten proces wepchnal Argentyne w dlug wysokosci 140 mld USD. W grudniu 2001 roku, rzad Argentyny obwiescil swiatu, ze nie jest w stanie nic placic. Argentyna zostala parnasem narodów.
Aby utrzymac zawyzona wartosc peso, Miedzynarodowy Fundusz Walutowy dal Argentynie ogromne pozyczki. Tylko jednego roku do skarbu panstwa wplynelo 40 mld USD, jako pakiet zorganizowany przez wiele pozyczajacych instytucji. Gwarantem, ze te pozyczki sie splaca byl jeden podstawowy wymóg – utrzymac zerowy deficyt. Czyli Argentyna musiala balansowac na poziomie 100% budzetu. Podczas recesji niemozliwe jest utrzymanie 100% budzetu, poza tym wymaga to bardzo bolesnych operacji, jak ciecia budzetowe, które powoduja wysokie bezrobocie, by w koncu doprowadzic do zamieszek ulicznych na wielka skale.
Jak ten proces wygladal od strony zwyklego, ciezko pracujacego Argentynczyka? Na poczatku lat 1990tych namawiano Argentynczyków do kupowania niemal wszystkiego. Prywatyzowano firmy i laczono w konglomeraty. Namawiano do budowania domów poprzez udzielanie niskoprocentowych pozyczek. Namawiano do zakladania biznesów i dawano zwalnianym ludziom pakiety wyrównawcze. Sredniej klasie pokazywano luksusowe samochody i sprzedawano je na bardzo niskich przedplatach, wysokich procentowo pozyczkach i dlugich terminach splat. Media krzyczaly, ze przeciez jest tak dobrze, ze kazdego na pewno bedzie stac na splate samochodu, czy domu. Mozesz to wszystko miec juz dzisiaj – splacac bedziesz pózniej. Argentynczycy, podobnie jak Polacy, zachlysneli sie tym dobrobytem nie wiedzac, ze zastawiono na nich pulapke. Po 40 latach biedy i wojen wreszcie to, co do tej pory ogladali na amerykanskich filmach mogli miec w ogrodzie, czy w garazu.
Wraz z zachodnim kapitalem naplyneli ludzie, których zadaniem bylo nadzorowac jego przeplyw. Uczyli Argentynczyków na czym polega wolny rynek i globalna ekonomia (globalny dobrobyt). Wkrótce posiadali oni tak wielkie wplywy na struktury panstwowe Argentyny, ze panstwo praktycznie utracilo niepodleglosc.
W momencie, kiedy USD kupowano za peso w stosunku 1:1 wszystko, co wytwarzano w Argentynie a takze uslugi, staly sie za drogie, by móc byc towarem eksportowym. Cale panstwo, podobnie jak Polske i inne kraje, zaduszono. Import towarów byl znacznie tanszy niz ich wytwarzanie. W ten sposób zniszczono prawie 10% dochodu narodowego.
Masowe prywatyzacje na poczatku lat 1990tych niemal calego majatku narodowego, za frakcje wartosci rynkowej, juz spowodowaly bezrobocie na duza skale. Prywatyzowano glównie zaklady elektryczne, komunalne, telefoniczne itd. Globalisci maja doskonale opanowany ten proces. Prywatyzacje zaczyna sie zawsze od wybranych sektorów kluczowych. Po dokonaniu takiej prywatyzacji, sektory wspólpracujace staja sie niedostosowane (kompatybilnosc struktur finansowych i zarzadzania). Wtedy nie ma innego wyjscia, tylko trzeba prywatyzowac spiralnie do góry wszystkie sektory gospodarki. Gdy spirala prywatyzacji krecila sie do góry, spirala zwolnien szla w dól. Na dole znajdowala sie coraz wieksza liczba osób bez pracy i w koncu bez zadnych srodków do zycia.
W skali panstwa ruch spirali do góry równowazony byl przez ruch do dolu. W koncu coraz wiecej ludzi przestawalo robic zakupy, pieniadze przestawaly sie krecic. Podatki równiez. Argentynscy biedacy nie placili podatków, bo i z czego – zamiast tego zaopatrywali sie w karabiny. Gdy pieniadze przestawaly sie krecic, teraz juz sprywatyzowane biznesy, zwalnialy coraz wiecej ludzi, aby utrzymac zdolnosc ekonomiczna przedsiebiorstw. Te trzy wzajemnie powiazane ze soba kryzysy (podatki, bezrobocie, zawyzona wartosc waluty) spowodowaly to, ze rzad Argentyny zaczal blagac MFW o pomoc, lub rade. Miedzynarodowy Fundusz Walutowy, po dlugich negocjacjach zdecydowal. Argentyna jest za bardzo zadluzona. Nie mozemy pomóc. Pozostawmy to panstwo w stanie swobodnego spadania w otchlan. Na wielu militarnych naradach podjeto równiez decyzje jak odciac Argentyne od swiata zewnetrznego, gdyby przewidywane powstanie zbrojne zaczelo sie przelewac przez granice.
Ta decyzja MFW spowodowala, ze przewidujac spadek wartosci peso, Argentynczycy ruszyli na banki, by wybrac swoje oszczednosci. Banki zostaly zamkniete, place w wielu sektorach gospodarki wstrzymane. Zrozpaczony prezydent Argentyny oglosil, ze Argentyna przestaje splacac swoje dlugi. Prasa przewidywala, ze beda sie tam dzialy dantejskie sceny, po czym przestala sie sprawa interesowac.
Argentynski cud
Wydawalo sie, ze dla Argentyny nie ma juz ratunku. Szczury zaczely opuszczac tonacy okret. Prezydent Menem wyjechal do Chile. Biznesmeni i ich miedzynarodowi doradcy rozjezdzali sie do swoich krajów. Nawet drobni biznesmeni, których rodzice przyjechali do Argentyny w poszukiwaniu lepszego zycia, na gwalt starali sie o wizy wjazdowe do swoich rodzinnych krajów. Pozostawiano na pastwe losu cale fabryki z parkiem maszynowym – w których nie oplacalo sie nic produkowac. Pracowników zostawiano na bruku. Pozostawiano piekne rezydencje z basenami i cale biurowce wylozone marmurami. Ci, którzy doprowadzili do kryzysu wynosili sie jak szarancza na inne pola, które mozna bylo jeszcze objesc.
Magazyn „Time” zastanawial sie: Co dalej moze zrobic De La Rua? To jest pytanie za milion dolarów. Obojetne czy sam, czy w jakiejs koalicji, natychmiast potrzebuje planu, aby zlagodzic kryzys. Musi pomóc ludziom napelnic brzuchy i byc moze odnowic wzrost gospodarczy. Problem jest taki, ze aby zlagodzic skutki kryzysu dzialajace na biednych, rzad musi wydac miliony dolarów na jedzenie i podstawowe potrzeby. To spowoduje poglebienie kryzysu finansowego. Cos musi sie stac...
I stalo sie. Argentynczycy zawierzyli swojemu prezydentowi, który zerwal rokowania z miedzynarodowa finansjera. Wojsko, policja i zwykli ludzie staneli murem. Twierdzili, ze Argentyna nalezy do Argentynczyków a nie do miedzynarodowej mafii finansowej. Osamotniony rzad Argentyny podjal decyzje, które wprowadzily Bialy Dom i miedzynarodowych bankierów w furie. Wbrew zaleceniom uwolniono wartosc wymienna peso. Minister ekonomii Roberto Lavagna stwierdzil: Utrzymanie konkurencyjnych cen wymiany walutowej pomoze eksportowi i zaspokojeniu potrzeb kraju. Zdecydowano sie równiez zaprzestac polityki wolnego rynku, której ekonomia krajowa byla wiezniem. Nawiazano wspólprace ekonomiczna z Brazylia i Chinami. Kapital zaczal naplywac do kraju. Bank Centralny zaczal znowu skupowac USD, ale tylko tyle, ile potrzebne jest do utrzymania wzrostu ekonomicznego.
Gdy Argentyna oglosila, ze jest w stanie po trzech latach od chwili odejscia od zwyrodnialych idei globalistów, zaplacic po 30 centów za kazdego dolara dlugu i utrzymac swój niespotykany wzrost ekonomiczny, najpierw jej nie dowierzano. Pózniej surowo zakazano donosic o tym mediom. Nie dziwmy sie, jest to bowiem namacalny dowód jak szybko ekonomie poszczególnych panstw i zycie ich mieszkanców moze sie poprawic gdy zerwa one z globalistycznymi niedorzecznosciami.
Brytyjski „Guardian” w grudniu 2004 roku pisal: Trzy lata temu, w grudniu, Argentyna byla w kryzysie. Ekonomia staczala sie niekontrolowanie w przepasc, banki zamknely swoje podwoje dla inwestorów, prezydenci zmieniali sie co tydzien... Dzisiaj powszechne odczucia wsród ekonomistów w Buenos Aires sa takie, ze panstwo wygrzebalo sie z najgorszego. Tak, Argentyna ciagle zmaga sie ze skomplikowanym procesem rekonstrukcji zadluzenia, ale ekonomia przeszla niesamowite zmiany...
Jak Feniks, ekonomia podzwignela sie z popiolów. Po spadku 11% produktu narodowego w roku 2002, w 2003 roku wzrósl on o prawie 9% i wzrosnie o nastepnych 8% w tym roku. Rzad ostroznie oznajmia, ze w roku 2005 wzrosnie on o 4%, ale wiekszosc ekspertów ekonomicznych wierzy, ze faktyczny wzrost bedzie wynosil 5%...
Te zalozenia „wolnego rynku” byly zle dla miejsc pracy. Bezrobocie osiagnelo w roku 2002 swoje apogeum i wynosilo 22%. Teraz wynosi 12%...
Czy jestescie wierzacy, czy nie. Niektórzy mówia o podniesieniu sie Argentyny jako o cudzie, którego nie mógl przeprowadzic Rodrigo Rato, dyrektor MFW. Reka Boga okazala sie znacznie potezniejsza niz reka Miedzynarodowego Funduszu Walutowego. Teraz juz nikt nie oszukuje.
Druga rzecz, która taja media, to fakt absolutnego zjednoczenia klasy robotników z klasa menadzerów.
Gdy siedzieli bezczynnie na ulicach
Gdy fabrykanci zamykali fabryki i uciekali do innych krajów, poniewaz produkcja byla nieoplacalna, pracownicy i kierownictwo tracilo prace i zasiedlalo pobliskie kawiarnie i lawki. Dyskutowano glównie jak poprawic swoje zycie i sytuacje przeznaczonego na zatracenie kraju. Pracownicy takich opuszczonych fabryk jak Zanon, tesknie spogladali na bramy. W zakladach tych spedzili wiekszosc swego zycia. W koncu podjeli decyzje. Weszli na tereny opuszczonych i zdewastowanych fabryk. Ustanowili rady zakladowe, uruchomili maszyny i zaczeli produkowac z materialów znajdujacych sie jeszcze w magazynach.
Na to niemal komunistyczne zachowanie ludzi, wladze i wojsko patrzyly przychylnie. Wkrótce do tokarzy, szlifierzy i magazynierów dolaczyli kierownicy dzialów, pracownicy biur i dyrektorzy ekonomiczni. W rekordowym czasie uruchomiono sprzedaz i eksport. Nie bylo wyznaczonych godzin pracy. Decyzje w swoich fabrykach, ludzie podejmowali podczas krótkich narad produkcyjnych.
Okazalo sie, ze produkcja jest oplacalna i potrzebna. To, co nie oplacalo sie globalistom, zaczelo sie oplacac zwyklym ludziom. Bez pomocy banków i karteli finansowych. Wkrótce produkcja i sprzedaz osiagnela w niektórych fabrykach rekordowe poziomy. Ludzie dzielili sie dochodami pomiedzy soba. Nigdy jeszcze nie zarabiali takich sum pieniedzy. Zaczeli je wiec wydawac. Ruszylo budownictwo i inne galezie przemyslu.
Wszystko to stalo sie w tak krótkim czasie, ze Ameryka nie zdazyla nawet oglosic Argentyny panstwem komunistycznym. Utworzono Ruch Pracowników Bez Pracy (MTD). Ruch ten wkrótce posiadal mozliwosci prowadzenia nacisków politycznych. I to byla jeszcze jedna tajemnica cudu argentynskiego.
Szczury wracaja
Sytuacja Argentyny zaczela sie poprawiac. Globalisci i fabrykanci zaczeli wracac i domagac sie zwrotu zagrabionych przez ludzi fabryk. Ci, którzy pozostawili trzy lata temu panstwo na progu wojny domowej, teraz zaczynaja sie domagac, powolujac sie na miedzynarodowe prawo. Czy cos to Polakom przypomina?
MTD, która powstala niemal na ulicach, jest silna. Grozi masowymi demonstracjami. Ceramiczna fabryka Zanon, pierwsza przejeta przez pracowników i doprowadzona do stanu zakladu przynoszacego profit, jak niegdys Stocznia Gdanska dla Polaków, stala sie dla Argentynczyków symbolem nowego i lepszego. MTD uwazana jest przez CIA i inne podobne organizacje, jako grupa, której udalo sie wytworzyc najnowoczesniejsze strategie i rozwiazania jednoczenia i obrony ludzi przed kapitalizmem.
Powracajace szczury miedzynarodowej finansjery atakuja. Poniewaz Argentyna stanowi znaczne niebezpieczenstwo dla calej globalnej ekonomii, nalezy przypuszczac, ze gdyby USA nie byly zaangazowane w Iraku, juz dawno amerykanscy zolnierze w imie demokracji broniliby swojej ropy pod argentynska trawa, tudziez broniliby tam wolnosci swojego kraju.
Nowy prezydent Argentyny, Kirchner, domaga sie ekstradycji bylego prezydenta Menema, który przebywa w Chile. Menem jest poszukiwany przez wladze argentynskie za korupcje i doprowadzenie kraju do ruiny. Mial on startowac w wyborach prezydenckich w roku 2007 i przyrzekal fabrykantom zwrócenie ich wlasnosci. Oczywiscie dlatego cieszy sie poparciem miedzynarodowej finansjery i moze sobie drwic z nakazów i decyzji sadów argentynskich.
W styczniu 2005 roku, miedzynarodowi bankierzy zgodzili sie na propozycje rzadu Argentyny zaplacenia 25 centów za kazdy dolar dlugu. Stala sie rzecz niespotykana. Argentyna wypowiedziala wojne MFW i jeszcze kilku wielkim organizacjom globalistycznym i wygrala. Argentyna nie tylko pod oslona swojego wojska zaszantazowala globalistów, ale takze odmówila negocjacji z 700 tys. wlascicieli panstwowych akcji (bondów). Argentyna ma otwarta droge by byc przyjeta w poczet spoleczenstwa miedzynarodowego, z którego zostala wczesniej wyrzucona. I to na swoich warunkach, jako pelnoprawny czlonek sam podejmujacy decyzje.
Wielu bankierów i inwestorów miedzynarodowych oskarza Argentyne o totalitaryzm oraz oszukanie inwestorów i pozyczkodawców. To spowodowalo klótnie w lonie wielkich finansistów, wsród nich Wlochów i Amerykanów, którzy twierdza, ze gdyby nie 11 wrzesnia, to rozmawialiby z Argentynczykami inaczej.
W trzy miesiace pózniej IMF zaczal sie na nowo domagac pelnej splaty dlugów. Jednak Argentyna w ekonomicznym ukladzie z Brazylia i Chinami czula sie juz na tyle silna, aby bankierom na Wall Street pokazac jak „staly dwa drzewa i jedno sie zlamalo...” (w oryginale, prof. Clement pisal o srodkowym palcu prawej reki – Red.). Argentyna zaczela swiatu udowadniac, ze okolo polowa kredytodawców juz odniosla spore profity z argentynskich dlugów i ze to nie jest w porzadku, aby domagala sie nastepnych. To stanowisko wyeksponowaly chinskie i indyjskie media. Przy okazji, Argentyna na papierze udowodnila swiatu, w jaki sposób próbowano ja zbankrutowac i co to w praktyce oznaczalo.
Brytyjski „Guardian” pisze: Trzy rzeczy pracowaly na korzysc Argentyny. Po pierwsze, karta Kirchnera byla silna dzieki silnej ekonomii. Po drugie, zaczela wychodzic prawda o Miedzynarodowym Funduszu Walutowym. Dlatego chcial doprowadzic do szybkiej ugody. Po trzecie, Wall Street wyniósl sie z Argentyny tuz przed kryzysem i negocjacje prowadzily banki europejskie. Amerykanskie Ministerstwo Skarbu nie bylo pod naciskami, aby postepowac twardo z Argentyna. Takze nie chciano, aby Kirchner zbratal sie z silnym populista, prezydentem Brazylii, Lula...
W slady Argentyny – pokazania globalistom tylnej czesci ciala, moze isc teraz wiele zadluzonych krajów. W tym takze i Polska. I tego wlasnie finansjera obawia sie najbardziej. Zostal stworzony precedens. Stosunkowo malo znaczacy kraj, przyparty do muru sprzeciwil sie utartym sloganom demokracji, prawa i wolnego rynku. I wygral – przynajmniej jak na razie. Dla innych krajów zaistniala wielka szansa. Teraz, kiedy armia amerykanska uwiklana jest w Iraku, mozna zrzucic jarzmo. Tylko trzeba chciec i do tego dazyc. Tak jak zrobili to mieszkancy Argentyny niezaleznie od funkcji spolecznej, majatku i wyksztalcenia.
prof. dr Ronald Clement
Materialy zródlowe:
Alavio Grupo, March in Defence of Zanon, Z magazine, 17 wrzesnia 2004.
Balch Oliver, Taking care of business, Guardian, 3 czerwca 2005.
Burgo Ezequiel, Argentinas miraculous recovery owes little to the IMF, Guardian, 13 grudnia 2004.
Elliot Larry, Who needs the hand of God?, Guardian, 7 marca 2005.
Free-Market Flop: What Happened in Argentina, (www.americas.org/item_77).
Goni Uki, Argentina seeks arrest of Menem, Guardian, 22 kwietnia 2004.
Hacher Sebastian, Beneton vs. Mapuche, Z magazine, 6 czerwca 2005.
Katel Peter, Argentinas Crisis Explained, Time, 20 grudnia 2001.
Morduchowicz Daniel, Manufacturing militiants, Z magazine, 8 maja 2005.
New Argentinian president-elect pleads for national unity, CNN, 25 pazdziernika 1999.
The 100 billion dollar question, Guardian, 13 stycznia 2005.
Whitbeck Harris, Struggling economy fuels Argentine emigration, CNN, 23 lipca 2001.
Zbyt duze zadluzenie Polski i Polakow na rynkach miedzynarodowych finansow
Prosi o klopoty.
Kto popycha Polske i Polakow do tak duzego zadluzenia?
Argentina Didn't Fall on Its Own
Wall Street Pushed Debt Till the Last
By Paul Blustein
Washington Post Staff Writer
Sunday, August 3, 2003;
BUENOS AIRES -- Ah, the memories: Feasting on slabs of tender Argentine steak. Skiing at a resort overlooking a shimmering lake in the Andes. And late-night outings to a "gentlemen's club" in a posh Buenos Aires neighborhood.
Such diversions awaited the investment bankers, brokers and money managers who flocked to Argentina in the late 1990s. In those days, Wall Street firms touted Argentina as one of the world's hottest economies as they raked in fat fees for marketing the country's stocks and bonds.
The human scale of Argentina's crisis: People wait to search for food in garbage
Thus were sown the seeds of one of the most spectacular economic collapses in modern history, a debacle in which Wall Street played a major role.
The fantasyland that Argentina represented for foreign financiers came to a catastrophic end early last year, when the government defaulted on most of its $141 billion debt and devalued the nation's currency. A wrenching recession left well over a fifth of the labor force jobless and threw millions into poverty.
An extensive review of the conduct of financial market players in Argentina reveals Wall Street's complicity in those events. Investment bankers, analysts and bond traders served their own interests when they pumped up euphoria about the country's prospects, with disastrous results.
Big securities firms reaped nearly $1 billion in fees from underwriting Argentine government bonds during the decade 1991-2001, and those firms' analysts were generally the ones producing the most bullish and influential reports on the country. Similar conflicts of interest involving analysts' research have come to light in other flameouts of the "bubble" era, such as Enron Corp. and WorldCom Inc. In Argentina's case, though, the injured party was not a group of stockholders or 401(k) owners, it was South America's second-largest country.
Other factors besides optimistic analyses impelled foreigners to pour funds into Argentina with such reckless abandon as to make the eventual crash more likely and more devastating. One was Wall Street's system for rating the performance of mutual fund and pension fund managers, who were major buyers of Argentine bonds. Bizarrely, the system rewarded investing in emerging markets with the biggest debts -- and Argentina was often No. 1 on that list during the 1990s.
Within the financial fraternity, some acknowledge that this behavior was a major contributor to the downfall of a country that prided itself on following free-market tenets. That is because the optimism emanating from Wall Street, combined with the heavy inflow of money, made the Argentine government comfortable issuing more and more bonds, driving its debt to levels that would ultimately prove ruinous.
"The time has come to do our mea culpa," Hans-Joerg Rudloff, chairman of the executive committee at Barclays Capital, said at a conference of bank and brokerage executives in London a few months ago. "Argentina obviously stands as much as Enron" in showing that "things have been done and said by our industry which were realized at the time to be wrong, to be self-serving."
Compounding the financial industry's sins, Rudloff said, were its sales of Argentine bonds to individual investors, mostly in Europe, when the pros balked at buying them. Moreover, in mid-2001, as Argentina was hurtling toward default, Wall Street promoted an expensive and ultimately futile "debt swap" that gave Argentina more time to pay its debts but jacked up the interest cost. The fees on that deal alone totaled nearly $100 million.
Wall Street firms assert that their enthusiasm for backing Argentina's borrowing was motivated by a sincere, if misplaced, optimism about the country's economic strengths. But critics contend that the same forces that fueled the U.S. tech-stock frenzy were at work in Argentina, in effect causing economic globalization to play a cruel trick on the country.
Charles W. Calomiris, a Columbia University economist who was one of the earliest prophets of Argentina's financial doom, wonders why government investigators have not intervened, given the danger that the same fate could befall other countries.
"How come we have one standard for private-sector deals, where everybody is getting all upset about conflicts of interest, and nobody in Washington has raised an eyebrow over the obvious conflicts of interest involving research and underwriting activities by U.S. financial firms in the area of emerging-market sovereign debt?" Calomiris said.
"A Bravo New World." So proclaimed the title page of a report on Argentina and other Latin American markets that Goldman, Sachs & Co. sent to clients in 1996.
The report hailed Argentina for shucking policies that had afflicted the country for decades with stagnation, bouts of hyperinflation and repeated currency devaluations. The government of President Carlos Menem was accelerating reforms launched in the early 1990s aimed at deregulating the economy and turning inefficient state-run enterprises over to the private sector. Particularly important, the report's authors observed, was Argentina's determination to maintain its currency "convertibility" system, which guaranteed that the central bank would exchange pesos for dollars at a fixed rate -- one peso for one dollar. Implemented in 1991, that system was remarkably effective in keeping inflation at bay, imparting a sense of stability among consumers, savers and businesses that had been absent for generations.
"For Argentine citizens and for those investors who were willing to believe in [the government's] promises, the benefits are now becoming apparent," the Goldman report said. The nation's economy, which started to grow robustly in the early 1990s, expanded at an average 5.8 percent rate from 1996 through 1998.
As the report suggested, that success story translated into a compelling sales pitch for the Street.
Seeking to exploit a fevered atmosphere for emerging markets, firms such as Goldman, Morgan Stanley & Co. and Credit Suisse First Boston LLC built their presence in Argentina and neighboring countries by dispatching teams of economists and financial experts, many in their twenties and early thirties. They competed fiercely for "mandates" from governments to be lead managers of bond sales, especially in Argentina, whose government was the single largest emerging-market bond issuer. They found plenty of customers for the bonds in the United States and other wealthy countries among professional investors who managed hundreds of billions of dollars held in mutual funds, pension funds, insurance companies and other large institutions.
"Every time we finished a meeting [with institutional investors], the orders would come," said Miguel Kiguel, who then was Argentina's finance secretary, recalling the demand for a $2 billion issue of 20-year bonds, managed in 1997 by J.P. Morgan and Merrill Lynch.
In the emerging-markets world, people "were making money hand over fist in those days," said Stewart Hobart, a recruiter working in the field. According to Hobart and other recruiters, strategists and senior economists at major banks typically earned $350,000 to $900,000 a year, including bonuses, while their bosses, the heads of emerging-markets research, were paid well more than $1 million.
Much was at stake for the firms in their Argentine business. Were it not for Argentina's prodigious bond sales, LatinFinance magazine reported in 1998, many emerging-market investment bankers "would probably have been twiddling their thumbs" that year, because crises in Asia and Russia caused capital flows to dry up to the markets they usually served.
One securities firm, Dresdner Kleinwort Benson, reassured clients who were worried that Argentina would follow countries like Thailand and Indonesia into turmoil. "Argentina has come through the first phase of the Asian crisis with flying colors," the firm said in a June 1998 report, and it was "no coincidence. The economic fundamentals are considerably stronger than three and a half years ago."
Amid the ebullience, however, Argentina was laying the groundwork for its economic destruction.
Early Warning
In meetings with top Argentine policymakers in April 1998 to discuss the country's finances, a senior official of the International Monetary Fund, Teresa Ter-Minassian, sounded the alarm that the country might be headed for an Asian-style meltdown. "The Argentine economy contains a sort of Molotov cocktail," Ter-Minassian was quoted in Argentine media reports as saying.
Many economists' postmortems on the crisis agree: that was when Argentina went wrong, missing a crucial opportunity while the economy was going gangbusters to reduce its vulnerability to crisis.
In particular, the government had to shrink its budget deficit, because its constant borrowing was causing its debt load to increase, from 29 percent of gross domestic product in 1993 to 41 percent of GDP in 1998. Argentina had a special reason to exercise extraordinary prudence: the cherished convertibility system for the peso. If markets began to get jittery about the government's ability to repay its debts, they might well lose confidence in the currency, and overwhelm the system by dumping pesos for dollars.
Argentina's budget policy was "not all that bad" during the 1990s; "it just wasn't terrific at a time when terrific was needed," said Nancy Birdsall, president of the Center for Global Development.
Globalization is supposed to keep problems like Argentina's from occurring. In theory, international financial markets reward sound economic policies by steering capital to countries that practice them. The influence of the capital inflow makes a government even more disciplined, because policymakers know that otherwise investors may yank their money out.
In practice, the gusher of foreign money lulled Argentina's government into complacency, acknowledged Rogelio Frigerio, who was secretary of economic policy in 1998. "If you get the money so easily as we did, it's very tough to tell the politicians, 'Don't spend more, be more prudent,' because the money was there, and they knew it," he said.
Argentina's best chance to put its economy on a sound footing was gone soon thereafter, as supercharged growth gave way to recession in 1999, mostly because of a financial crisis in neighboring Brazil. At that point, a vicious circle emerged: The slump caused tax revenue to fall, which widened the budget deficit, which aroused concern about the government's ability to service its debt, which caused markets to drop, which deepened the recession, and so on.
Argentina was unable to escape the vicious circle, which gradually intensified over three years. At the big Wall Street firms, few realized how dire the country's predicament was -- with one notable exception.
Underplayed Pessimism
Long before Argentina's default, Desmond Lachman, chief emerging market economic strategist at Salomon Smith Barney Inc., saw that the Argentine economy had no way to break out of its slump and would hit the wall one way or another. Many people in the emerging-markets business recall the gloom Lachman conveyed in conversations with clients as recession began to grip Argentina, while analysts at other firms predicted a recovery.
But Lachman's pessimism was not spelled out in reports published by Salomon, a part of Citigroup, which was a major underwriter of Argentine government bonds. Written research reports are important in influencing where capital flows, partly because money managers want to have material in their files to back up their investment decisions.
Officials in Argentina's economy ministry knew that Lachman was describing the country's prospects in very dark terms. They continued to include Salomon among their underwriters anyway, but they told the firm to "make sure you have a variety of views" besides Lachman's, a former Argentine official recalled. Published research on Argentina by other Salomon analysts tended to be relatively sanguine about the country's chances for pulling through, even in the turbulent months of 2001 leading to the default.
Lachman, who left Salomon to become a scholar at the American Enterprise Institute, declined to be quoted for this story. Asked why his negative assessment of Argentina wasn't published, Arda Nazerian, a spokeswoman for Citigroup's securities arm, cited Salomon's merger with Citibank in the fall of 1998, which created a firm with an abundance of analysts, enabling Lachman to spend more time privately with big clients. "The expansion of our emerging-markets research team reduced Desmond's responsibilities for writing on individual countries," she said.
Lachman's story is emblematic of Wall Street's reluctance to offend major issuers of securities. "It's a lot of self-censorship," said Federico Thomsen, who until recently was chief economist of ING Barings's office in Buenos Aires. "It's like, if you have something good to say, you say it, but if you have something bad to say, just keep your mouth shut."
The reports that Wall Street firms published on Argentina, to be sure, became much less bullish as the recession deepened in 2000 and early 2001. Analysts increasingly stressed the importance of the government cutting its deficit and reforming labor laws. But in general, the reports predicted that Argentina would muddle through. An example was a report published in October 2000 by J.P. Morgan, the biggest underwriter of Argentine bonds in the 1990s, titled, "Argentina's debt dynamics: Much ado about not so much."
By contrast, the analyst who most publicly warned of Argentina's impending doom was Walter Molano, head of research at BCP Securities, a Connecticut firm that does no underwriting of sovereign bonds.
Such evidence of bias among analysts is misleading, according to some current and former analysts who maintain that their overriding objective has always been to serve investor-clients well by providing the best advice possible. "My incentive is to be able to predict what will happen," said Siobhan Manning, emerging market strategist at Caboto USA. "If I can predict accurately, hopefully I gain credibility, and the firm does, and I'm able to make money."
But others acknowledge that they cannot help being influenced by the fact that their compensation is likely to be greater if their investment banking colleagues win deals to sell bonds. For one thing, success for the investment bankers means the pool of money available for bonuses will be larger, and at some firms, the analysts' bonuses are decided by groups of managers that include investment bankers.
"Your salary will be about one-third of your compensation in a decent year, so your bonus is everything," said Christian Stracke, who covered Latin American economies at Deutsche Bank and other firms in the 1990s and is now with CreditSights, a much smaller outfit specializing in research. "You'll never know what percentage of that bonus came from the recommendation of [investment bankers], but you do know that without the recommendation of [investment bankers], your bonus is just not going to be very big."
Although analysts want to make the right calls, Stracke said, "they're in it for the money. If they were in it to be smart, they'd be professors."
A Perverse Situation
It wasn't just rosy analyst reports that enticed big investors to buy Argentine bonds. Many money managers thought they had to be big holders of the bonds because their jobs depended on it. The word "perverse" is repeatedly used by people in the industry to describe what happened.
Just as in the world of stock market investing, where money managers aim to beat the Standard & Poor's 500-stock index, many professional investors in emerging markets are judged every quarter or so by how well their portfolios fare in comparison to a benchmark. Their job security and annual bonuses have often depended on whether they outperform an index called the Emerging Markets Bond Index-Plus, developed by J.P. Morgan, which tracks the prices of bonds issued by various emerging economies.
During much of the 1990s, Argentina had the heaviest weighting in the index of any nation, peaking at 28.8 percent in 1998 -- not because of its economic size, but simply because its government sold so many bonds.
The index virtually forced big investors to lend vast sums to Argentina even if they feared that the country was likely to default in the long run, several money managers said. Although default would hurt their portfolios, they would still lose less than the index as long as they were a bit "underweight," meaning they held a smaller percentage of Argentine bonds than the index dictated.
They didn't dare be too far underweight. Money managers who shunned Argentine bonds were taking a huge risk, because their portfolios would almost certainly underperform the index in the event Argentine bonds rallied, as happened from time to time.
So at investor gatherings, money managers who were asked their views and investment positions on Argentina would often say "negative" and "underweight," said Mohamed El-Erian, who manages emerging-market bonds at Pimco, the giant West Coast investment firm.
"The dreaded third question would come: 'How much underweight?'" El-Erian said. "They would say, 'It's 22 percent of the index. I can't possibly be more than 5 percent underweight.' So they'd have 17 percent of their money in Argentina."
Indexation survives for lack of a good alternative for measuring money managers' skills, but unhappiness over its flaws is widespread. Everyone knows that the system "can cause credit deterioration" by impelling more lending to borrowers with the most debt, said Michael Pettis, a professor at Columbia University Business School who was a managing director in the fixed income capital markets group at Bear Stearns.
It is like "a bizarre AA program in which you remove booze from the homes of people who are reducing the amount they drink and put it into the homes of people who are drinking more every day," Pettis said. "This is probably not the best way to reduce drunkenness."
Europe Bought In Big
Professional portfolio managers, of course, had a pretty good sense of the dicey game they were playing with Argentine bonds. The same could not be said of some others.
Felicia Migliorini, a divorcee who lives north of Rome, sank her life savings, about $135,000, into Argentine bonds in March 2001. About 400,000 fellow Italians did the same; together with other individuals, mostly in Europe, they now hold about $24 billion in claims on the bankrupt Argentina government.
Migliorini has been forced to put her apartment up for sale because she cannot afford the condominium fees and other expenses. Like thousands of other Italians, she blames her bank, which sold her the bonds. Lawsuits are flying; the banks contend that the purchasers were mostly wealthy, sophisticated people who surely realized what sort of risks they were taking. But Migliorini is outraged. "They told me [the bonds] were good, stable, guaranteed, and that since they were obligations they had to be paid back," she said.
European retail investors like Migliorini were an attractive market for the syndicates selling Argentine bonds. Professional money managers in the United States were often reluctant to buy at the yields the Argentine authorities were willing to pay. So the syndicates tailored a number of their offerings to Europe, in local currencies.
One attraction of the European market was that regulations protecting small investors are substantially less strict than in the United States.
"That's what kept Argentina going," said Tom White, who at the time was employed by Metropolitan Life Insurance Co. as an emerging-market bond manager. "Those poor suckers didn't have a clue as to what they were buying."
For Argentina, "keeping the country going" might sound beneficial. But a different conclusion could be reached as the recession dragged on and the government's debt neared 50 percent of gross domestic product in late 2000. The longer Argentina was kept going with infusions of cash, and the more the country delayed facing unpleasant realities about its plight, the more cataclysmic a crash it would suffer.
At a closed-door meeting at the Argentine Embassy in Washington in October 2000 to discuss the country's finances, Calomiris, the Columbia professor, urged that the government summarily reduce the amount of its debt payments by 20 to 30 percent. The country, he recalled saying, was ensnared in a trap: The markets were demanding increasingly high interest payments on the mountain of debt at rates far in excess of the economy's capacity to grow.
Foreign creditors were bound to conclude sooner or later that the debt was unpayable in full, Calomiris warned, and if Argentina continued trying to honor its obligations it would only build up more vulnerability to complete financial breakdown.
Calomiris's proposal was rejected by the Argentine government and the IMF as too drastic. But in the months that followed, his scenario began to unfold more or less as forecast.
Capital fled the country and interest rates skyrocketed when a political rift erupted in the cabinet of President Fernando de la Rua in November 2000.
The IMF rushed to Argentina's aid with a $14 billion loan, but after a brief rally, the country's markets sank anew. By the spring, buyers of Argentine government bonds were demanding yields as high as 10.5 percentage points above U.S. Treasurys, which meant that interest costs would become even more burdensome for the government and the economy at large.
Wall Street had one more plan to keep Argentina going -- a profitable one, at least from the Street's standpoint.
Debt Swap
Upon being appointed Argentina's economy minister in March 2001, Domingo Cavallo had barely ensconced himself in his office before David Mulford, chairman international of Credit Suisse First Boston, arrived to make a pitch.
Cavallo, the father of Argentina's peso-convertibility system, had a long history of dealings with Mulford, going back to Cavallo's previous term as economy minister from 1991 to 1996. The men got to know each other when Mulford was Treasury undersecretary for international affairs during the first Bush administration, and their relationship deepened when Mulford joined CSFB, which handled the privatization of Argentina's state oil company and became one of the biggest underwriters of Argentine government bonds.
Mulford had an idea for a deal that would dwarf the ones he had done before. He proposed a "debt swap," in which Argentina's bondholders would be given the opportunity to exchange their old bonds for new ones, on a voluntary basis. The purpose was to eliminate a problem that was disturbing the markets -- the large amount of interest and principal payments Argentina was scheduled to make in the years 2001 through 2005. Under the swap, those interest and principal payments would be stretched out so that much more would fall due in the years after 2005. That would give Argentina "breathing space" to restart economic growth, Mulford contended.
Despite the skepticism of some analysts and policymakers, including the IMF's chief economist, who believed the deal would prolong the agony and dig Argentina into a deeper hole, Cavallo agreed to try the swap.
Mulford traveled to the world's financial capitals to pitch the swap, which he described as creating the opportunity for improvement in the economy, the fiscal situation and market sentiment. The deal was "essential to long-term success in restoring Argentine growth," he declared in Buenos Aires. Mulford declined to comment for this article.
The results, announced in June, were proclaimed a resounding success: Bondholders offered to exchange nearly $30 billion worth of bonds, considerably more than had been expected. The seven banks that managed the deal, led by CSFB and Morgan, collected nearly $100 million in fees, an amount they justified by pointing to the 60-plus experts who worked on the complex transactions.
Within weeks of the deal's completion, though, Argentine markets were again in a tailspin and another IMF loan in August provided only a temporary respite.
By late November 2001, deposits were flying out of Argentine banks. The government took the extraordinary measure of slapping controls on withdrawals.
That helped trigger street demonstrations and rioting, which led to the resignations of Cavallo and de la Rua in mid-December. Their successors soon thereafter declared default and freed the peso from its dollar anchor.
Lessons Learned
A year and a half after the crash, Argentina has begun recovering from its depression. Although the economy is still producing considerably less than before the crisis, and unemployment is much higher, growth has picked up in the past several quarters. A few Wall Street bankers are sniffing around again for deals to restructure defaulted debt, but the national government has ruled out hiring any firm that underwrote its bonds during the 1990s.
The brightening outlook in Argentina has helped attract a new inflow of funds from abroad, enough to drive the stock market and the peso sharply higher this year. This time, however, the government has responded with restrictions aimed at limiting the amount of "hot" money coming into the country. The move reflects the view of some in Argentina, notably Roberto Lavagna, the current economy minister, about the lessons that should be learned from the country's economic collapse.
"The lesson is, we must pay attention to bubbles," Lavagna said in a visit to Washington this year. "With stocks, or companies, or countries, all are part of the same phenomenon. Probably Argentina is the best example of a country."
For developing nations, "the worst period is when financial markets have the most liquidity," Lavagna said. "This is when countries make the worst mistakes. That is certainly the case in Argentina."
Special correspondents Brian Byrnes in Buenos Aires, and Sarah Delaney in Rome, contributed to this report.
aby Rzad Donalda Tuska zalatal finance.
Komu na tym zalezy i kto to popiera?
Sama linia kredytowa bez pobrania bedzie kosztowac setki milionow zlotych. Ile szpitali czy szkol mozna za to wybudowac.
Wczesniej Goldman Sachs manipulowal polskim zlotym z teraz chca nas wiecej zadluzyc.
Zdaniem Katarzyny Zajdel-Kurowskiej ktora nie placi podatku w USA i w Polsce reprezentant Polski w IMF na prywatnej rozmowie powiedziala za Polska zawsze glosuje w linii za co im zapłacą starsi i mądrzejsi,
to prawda potwierdzone. Belka tez tam pracuje.
Polacy rodacy prosimy pisac listy protestu i dzwonic do
Kontakt
Centrala
tel. (+48 22) 694 55 55
e-mail: kancelaria@mofnet.gov.pl
adres: Ministerstwo Finansów 00-916 Warszawa ul. Świętokrzyska 12
Kontakt dla dziennikarzy:
tel. (+48 22) 694 36 00, 694 36 04
fax (+48 22) 694 41 77
e-mail: dziennikarze@mofnet.gov.pl
Rzecznik prasowy:
Magdalena Kobos
tel. (+48 22) 694 36 16 kom. 0 601 270 618
Krajowa Informacja Podatkowa czynna od 7.00 do 18.00
Infolinia:
Z tel. stac.: 0 801 055 055
Z tel. kom.: (22) 330 0330
www: http://www.kip.gov.pl
Informacja Celna czynna od 9.00 do 16.00
tel. (+48 22) 694 31 94, 694 30 91
e-mail: Informacja.Celna@mofnet.gov.pl
Dane informacji celnych w poszczególnych izbach celnych znajdują sie w serwisie Służba Celna w dziale "Organizacja Służby Celnej/Izby Celne"
Stanowisko ds. skarg i wniosków
tel. (+48 22) 694 44 81
Departament Rachunkowości
Stanowisko ds. Usługowego Prowadzenia Ksiąg Rachunkowych:
tel. (+48 22) 694 40 91 w godzinach 8.15-16.15
tel. (+48 22) 694 33 58 w godzinach 10.00-12.00
Centralny Rejestr Zastawów Skarbowych:
tel. (+48 22) 694-58-41
tel. (+48 22) 694-57-59
fax (+48 22) 694-54-88
e-mail: DUA@mofnet.gov.pl
Informacje dotyczące Centralnego Rejestru Zastawów Skarbowych zostały opublikowane w serwisie Ministerstwo Finansów w dziale "Informatory / Centralny Rejestr Zastawów Skarbowych"
Komisja Egzaminacyjna ds. Doradztwa Podatkowego:
tel. (+48 22) 694 52 49
fax (+48 22) 694 51 95
e-mail: komisja.doradztwo@mofnet.gov.pl
Biuletyn Skarbowy
tel. (+48 22) 694-30-33
e-mail: dorota.burdach@mofnet.gov.pl
--------------------------------------------------------------
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów jest podzielona na komórki organizacyjne, które mają określone zadania i kompetencje. Działają tu także sekretariaty osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe w KPRM. Komórkami organizacyjnymi Kancelarii, poza gabinetem politycznym Premiera, kierują dyrektorzy.
Kontakt do sekretariatu Dyrektora Generalnego:
telefon: (022) 628 78 70, 694 63 18
faks: (022) 694 72 96
e-mail: bdg@kprm.gov.pl
http://www.premier.gov.pl/kancelaria_premiera/departamenty/
Dane kontaktowe do poszczególnych departamentów znajdują się w dziale DEPARTAMENTY.
The Shock Doctrine
Argentina's Economic Collapse - Part 1 of 12
Sytuacja Polski w oczach MFW pozostaje bez zmian
Wtorek, 13 kwietnia (19:40)
Zdaniem Katarzyny Zajdel-Kurowskiej, przedstawiciela Polski przy MFW, sytuacja Polski po sobotniej katastrofie w oczach MFW i inwestorów zagranicznych nie uległa zmianie. Fundusz podtrzymuje swoje oczekiwania wobec Polski w kwestii działań w polityce fiskalnej i monetarnej oraz ze spokojem oczekuje na decyzje personalne w instytucjach państwowych.
AFP
Zajdel-Kurowska podkreśliła, że z punktu widzenia MFW powinny nadal być realizowane zalecenia, które Fundusz przedstawił Ministerstwu Finansów i NBP w marcu. "Te rekomendacje są dosyć klarowne. W kwestii polityki fiskalnej należy opracować średniookresowy plan konsolidacji finansów tak, aby zadłużenie państwa nie narastało.
W kwestii polityki monetarnej doradzaliśmy, aby nie spieszyć się z podwyżkami stóp, bo ożywienie gospodarcze na świecie, szczególnie w Europie, jest bardzo kruche, nietrwałe. Aby to nie przełożyło się na ożywienie w Polsce na razie doradzamy ostrożność ze zmianami stóp" - powiedziała we wtorek w TVN CNBC Zajdel-Kurowska. "Te zalecenia nie ulegną zmianie i powinniśmy je wprowadzać w życie" - dodała. Zajdel-Kurowska powiedziała, że MFW nie obawia się zakłócenia działalności państwa i instytucji wobec tragicznej śmierci kluczowych dla funkcjonowania państwa osób. "MFW przyjęło ze spokojem wszystkie komentarze od marszałka Komorowskiego, również instytucjonalnie nic nie ulega zmianie.
czytaj dalej
Państwo jest przygotowane do realizowania funkcji państwowych, rząd i NBP działają sprawnie i to jest najważniejsze. Tutaj nie było absolutnie żadnych obaw o zachwianie na rynkach finansowych czy postrzeganie Polski przez inwestorów" - powiedziała. Zajdel-Kurowska dodała, że MFW nie ingeruje w kwestię roli p.o. prezesa NBP Piotra Wiesiołka w RPP. "Do tych spraw podchodzimy w sposób makroekonomiczny, globalny. Każdy członek Funduszu ma swoje uwarunkowania prawne w tych kwestiach.
To są sprawy wewnętrzne i należy je oddać prawnikom. Fundusz nie jest w tej kwestii ekspertem" - powiedziała. "Fundusz obserwuje dalsze wydarzenia i przyjmie te rozstrzygnięcia, które zostaną zastosowane" - dodała. Zajdel-Kurowska uważa, że wobec wysokich rezerw walutowych Polska nie jest narażona na ataki spekulacyjne i złoty nie jest zagrożony. "Wszystkie doświadczenia interwencji na świecie pokazują, że bardzo trudno jest walczyć z trendem. Silne fundamenty gospodarcze przyciągają inwestorów do Polski.
To nie jest zły trend. To co powinno być monitorowane, to tempo napływu kapitału, aby, gdy zmieni się sytuacja w gospodarce światowej i stopy w innych krajach, nie doszło do zbyt gwałtownego odpływu kapitału" - powiedziała. "Interwencje mają duży wymiar psychologiczny. Zawsze gdy bank centralny wchodzi na rynek to ma to wymowny i silny wpływ na inwestorów. Polska ma bardzo wysokie rezerwy walutowe, jest silna i to również jest bardzo ważnym elementem dla inwestorów, bo nie rzucają się oni na kraje, które są silne. Tutaj nie obawiałabym się, żeby coś groziło Polsce i złotemu" - dodała.
Zdaniem Zajdel-Kurowskiej, na ożywienie gospodarcze w Polsce większy wpływ niż kurs złotego będzie miała sytuacja na rynku pracy. "Radzimy sobie wciąż bardzo dobrze, natomiast to, co obecnie ma większe przełożenie na gospodarkę niż kurs złotego to jest sytuacja na rynku pracy. Oczywiście, zbyt duża aprecjacja złotego będzie miała negatywny wpływ na dynamikę polskiego eksportu, to się przełoży na konkurencyjność polskich towarów.
To, co jest istotne, to jest sytuacja na rynku pracy, jeśli dojdzie do wzrostu stopy bezrobocia - ale ten trend nie jest jeszcze niepokojący, poczekajmy jeszcze z oceną kilka miesięcy" - powiedziała. "Jeśli nie dojdzie do wzrostu bezrobocia to nie powinno być osłabienia wzrostu gospodarczego" - dodała.
May 5 (Bloomberg) -- Poland will apply to the International Monetary Fund to extend a $20.5 billion flexible credit line after the central bank said it won’t defy the government’s wishes.
Finance Minister Jacek Rostowski asked the bank’s acting Governor Piotr Wiesiolek to endorse the application to extend the one-year facility, which expires today, the Finance Ministry said in an e-mailed statement. Deputy Governor Witold Kozinski, said the bank will drop its opposition to renewing the loan if the Finance Ministry insists, according to the statement
Poland was the only country in the EU that refused to strengthen its currency, as its Zloty being weak was a benefit to the Polish economy in exports, employment and tax revenues. The national bank governor had said he would not take loans from the IMF…they had even been so bold as to offer to loan the IMF money! But after the governor’s untimely death the IMF loans have started against his plans.
Poland is the only country that is not in recession in Europe, it’s actually grown 2.75% this year, and 1.7% last year, and growth projections are even higher for next year. Its debt is quite low compared to other countries at around 50% of its GDP. We can expect Poland to be absorbed into the Eurozone and increasing the size of its debts as its Central Bank governor was taken in the crash.
Co dalej z pożyczką z MFW
k.k. 05-05-2010, ostatnia aktualizacja 05-05-2010 02:06
Dziś wygasa porozumienie o udostępnieniu Polsce elastycznej linii kredytowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego
Rok temu MFW postawił do dyspozycji Polski kwotę 20,6 mld dol. Środki zasiliły rezerwy walutowe NBP i miały być wykorzystywane na wypadek zmian na rynkach zagrażających stabilności systemu finansowego.
Choć dotąd Polska z nich nie skorzystała, to rząd wielokrotnie deklarował, że przedłużenie umowy jest wskazane. W resorcie finansów nie udało nam się dowiedzieć, czy jego szef poprosił NBP o zgodę na przedłużenie umowy. Jeśli tak się stanie, to nie od razu zostaniemy objęci parasolem MFW. – Najpierw pracownicy oceniają, czy dany kraj spełnia kryteria, potem odbywa się nieformalne spotkanie Rady Dyrektorów i po kilku dniach – formalne. W praktyce to trwa dwa – trzy tygodnie – mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska, zastępca dyrektora wykonawczego MFW.
Wszystko wyjaśnić się może dziś – wiceprezes NBP Piotr Koziński zwołał konferencję w sprawie pożyczki z MFW.
Czy Polska popelnia blad Argentyny i Grecji? Stoczniowcy zajmujcie stocznie to jest dorobek Polski Nas a nie Rzadu Tuska.to swoje to nasze!
PolishAmericanDC zajac Polskie przez Pracownikow.
kazdy bedzie mial jeden vote. Taka sama placa dla wszystkich.
Stoczniowcy na co czekacie? do dziela!
Zadłużenie zagraniczne do spłaty w tym roku wynosi 63,9 mld euro
Zadłużenie zagr. ogółem Polski wzrosło w II kw. do 176,563 mld euro - NBP 14:18 30.09.2009
30.6.Warszawa (PAP) - Zadłużenie zagraniczne Polski ogółem wzrosło w II kwartale 2009 roku do 176.53 mln euro ze 169.827 mln euro w I kwartale 2009 roku - podał NBP.
Z tego zadłużenie długoterminowe wzrosło do 129.573 mln euro ze 125.059 mln euro w II kwartale, a zadłużenie krótkoterminowe do 46.990 mln euro z 44.78 mln euro.
Zadłużenie przedsiębiorstw wzrosło do 80.510 mln euro w II kwartale z 78.515 mln euro w I kwartale 2009 roku.
Zadłużenie sektora bankowego wzrosło z 42.135 mln euro z 41.761 mln euro.
Zadłużenie rządu i samorządu wzrosło do 51.612 mln euro z 47.840 mln euro (PAP)
Warszawa, 29.06.2007 (ISB) - Zadłużenie zagraniczne Polski ogółem wzrosło do 131,70 mld euro na koniec I kw. 2007 roku z 127,71 mld euro na koniec IV kw. 2006 roku, podał Narodowy Bank Polski w komunikacie w piątek.
W I kw. 2006 roku zadłużenia zagraniczne wynosiło 115,0 mld euro.
Zadłużenie zagraniczne sektora rządowego i samorządowego wzrosło w I kwartale 2007 roku do 53,5 mld euro z 51,62 mld euro w IV kwartale 2006 roku i wobec 52,15 mld euro rok wcześniej.
W tym samym czasie zadłużenie zagraniczne sektora bankowego wzrosło do 17,95 mld euro z 17,67 mld euro na koniec grudnia 2006 i wobec 12,747 mld euro rok wcześniej. (ISB)
Ile to podobienstwa
Argentyński CUD ekonomiczny
prof. dr Ronald Clement 18-08-2006 10:44
To bylo kilka lat temu, kiedy korporacyjne telewizje pokazywaly straszna sytuacje w Argentynie – panstwie o burzliwej przeszlosci aczkolwiek do czasu wprowadzenia ekonomii globalnej niezle dajacym sobie rade. Tlumy protestujacych na ulicach, zolnierze strzelajacy do tych tlumów. Dymy, petardy, ogien i bezrobocie, które przekroczylo 22%. Argentyna w roku 2001 znalazla sie na dnie przepasci, z której, wedlug zachodnich ekonomistów, nie bylo juz wyjscia. Globalisci, przemyslowcy i bankierzy masowo opuszczali kraj zabierajac co jeszcze tylko bylo mozna. Media dostaly nakaz, aby zapomniec o tym kraju i o jego istnieniu.
Argentyna walczy i zwycieza - korporacyjne media nie moga dopuscic byscie sie Panstwo o tym dowiedzieli
W grudniu 2001 roku Argentyna znalazla sie w dole ekonomicznym, do którego zostala zepchnieta przez elity i globalizm. Banki przestaly wyplacac pieniadze. Ekonomii kraju nikt nie byl juz w stanie kontrolowac. Sprawujacy wczesniej wladze, prezydent Carlos Menem, przemyslowiec wybrany na swój urzad w roku 1989, obiecywal Argentynczykom piekne kobiety i samochody Ferrari. Od kuchni zas wyprzedawal gospodarke panstwa w obce rece po smiesznych cenach. Pozyczal ogromne sumy pieniedzy z Banku Swiatowego i Miedzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Mieszkancy Argentyny, która dzieki pozyczonym pieniadzom znalazla sie w stanie bezprecedensowego rozkwitu, wiwatowali na czesc swojego prezydenta i oglosili go geniuszem wolnego rynku.
Sielanka sie skonczyla, gdy trzeba bylo zaczac zwracac pozyczone pieniadze. W roku 2001 produkt narodowy zmniejszyl sie az o 11%. Kraj jednak nie otrzymal od Miedzynarodowego Funduszu Walutowego zadnych dodatkowych pieniedzy, ani zadnych konkretnych rad.
Gdy lala sie krew
Historia Argentyny pelna jest nieudanych powstan, zrywów, protestów i wojen. Pelna jest takze biedy mas i niewyobrazalnego bogactwa grupki wybranych. Pelna jest korupcji, straszliwych tortur i faszystowskich kazamatów. Jednak pod koniec lat 1990tych oniemial caly swiat. To, co dzialo sie na ulicach Argentyny bylo ostrzezeniem i przepowiednia dla zwolenników globalnej ekonomii.
Prywatnie dziennikarze zastanawiali sie jak to mozliwe, ze mozna zniszczyc cale panstwo w tak krótkim czasie. Jak to mozliwe, ze nikt tego nie zauwazyl i nie zaradzil. Takie pytania krazyly w internecie i w prywatnych rozmowach. Na stronach gazet i w dziennikach telewizyjnych goniono za sensacja i bredzono cos o nieodpowiedzialnosci fiskalnej na skale panstwa. Wina obarczono bardzo szybko przecietnych Argentynczyków i nowego prezydenta Argentyny, De la Rua.
W roku 1999, kiedy De la Rua zostal wybrany na prezydenta, a kraj znajdowal sie juz w 3-letniej recesji, szczekaczka CNN oglaszala, ze Menem nie zostal wybrany dlatego, poniewaz wedlug konstytucji nie mógl startowac w wyborach po raz trzeci. Menem zapowiedzial jednak, ze wystartuje w wyborach w roku 2003. Menem nalezal do partii Peronistów, najwiekszej sily politycznej w Argentynie. Byl silnie zwiazany ze Stanami Zjednoczonymi, globalizmem i wolnym rynkiem.
Nowemu prezydentowi Argentyny nie pozostawiono niemal zadnego ruchu. W dalszym ciagu wladze dzierzyli Peronisci, którzy juz od samego poczatku atakowali swego prezydenta. De la Rua w swoich przemówieniach prosil Argentynczyków: Prosze Was o to byscie zrozumieli jak wazna jest jednosc. Chce byc prezydentem wszystkich Argentynczyków.
Gdy nastapil krach, Miedzynarodowy Fundusz Walutowy pierwszy umyl rece. Jego eksperci twierdzili, ze Argentyna wydawala za duzo pieniedzy, pomimo ze budzet panstwa byl znacznie mniejszy niz budzet USA podczas wielkiego kryzysu. Gdy ekonomisci wysmiali takie tlumaczenie, prawnicy Miedzynarodowego Funduszu Walutowego przystapili do szturmu. Twierdzili, ze Argentyna posiadala takie prawa rozdzielania pozyczek, do których fundusz musial sie dostosowac, które uniemozliwily normalne funkcjonowanie ekonomiczne. Oznacza to, ze fundusz kaze nam wierzyc, iz biedna Argentyna dyktowala mu warunki.
Caly ten spektakl byl nadzorowany przez elity USA. Przez ostatnich 55 lat, podczas calego istnienia Miedzynarodowego Funduszu Walutowego, glos Stanów Zjednoczonych w tej organizacji byl decydujacy. Inne bogate kraje czlonkowskie z latwoscia moglyby sprzeciwic sie USA w glosowaniu i wygrac. Dziwnym trafem nigdy tego nie zrobily. Gdy jednak przyjrzymy sie blizej MFW stwierdzimy, ze tak naprawde jest to kartel pozyczkodawców zarzadzany przez amerykanskie Ministerstwo Skarbu. Nie nalezy sie wiec dziwic, ze rzad USA, a za nim poslusznie amerykanskie i wreszcie zachodnie media, jednoglosnie twierdzily, ze Argentyna musi byc posluszna regulom narzuconym jej przez MFW.
Ekonomiczna analiza
Dzisiaj wiemy juz, dlaczego upadla ekonomia Argentyny – chociaz media tego nie chca podawac. Prosze tutaj o szczególna uwage Czytelników w Polsce. W roku 1991, Menem oparl ekonomie panstwa o „wyzsza” walute, jaka byl USD. Wprowadzono wymiane argentynskiego peso na USD w stalym stosunku 1:1. Menem mial nadzieje, ze USD stanie sie w ten sposób szybko waluta obiegowa w Argentynie. Byla to na poczatku niezla idea, ale wkrótce okazalo sie, ze wartosc USD zostala zawyzona. Zawyzyla sie takze automatycznie wartosc argentynskiego peso. Zwrócmy uwage jak funkcjonuje Euro w Polsce.
W momencie, gdy inwestorzy zorientowali sie, ze wartosc peso jest zawyzona, zaczeli sie obawiac, ze musi upasc. Dlatego zaczeli sie domagac coraz wyzszej stopy procentowej na wszystkim. Takze na pozyczkach prywatnych i rzadowych. To spowodowalo powstanie ogromnego dlugu. Stopa procentowa zostala podwyzszona o 40%.
Aby utrzymac oparcie na walucie amerykanskiej, rzad Argentyny musial w bankach posiadac odpowiednia ilosc USD. W miare poglebiania sie kryzysu rzad musial kupowac coraz wiecej USD po znacznie zawyzonej cenie. Coraz wiecej ludzi domagalo sie transakcji gotówkowych. Ten proces wepchnal Argentyne w dlug wysokosci 140 mld USD. W grudniu 2001 roku, rzad Argentyny obwiescil swiatu, ze nie jest w stanie nic placic. Argentyna zostala parnasem narodów.
Aby utrzymac zawyzona wartosc peso, Miedzynarodowy Fundusz Walutowy dal Argentynie ogromne pozyczki. Tylko jednego roku do skarbu panstwa wplynelo 40 mld USD, jako pakiet zorganizowany przez wiele pozyczajacych instytucji. Gwarantem, ze te pozyczki sie splaca byl jeden podstawowy wymóg – utrzymac zerowy deficyt. Czyli Argentyna musiala balansowac na poziomie 100% budzetu. Podczas recesji niemozliwe jest utrzymanie 100% budzetu, poza tym wymaga to bardzo bolesnych operacji, jak ciecia budzetowe, które powoduja wysokie bezrobocie, by w koncu doprowadzic do zamieszek ulicznych na wielka skale.
Jak ten proces wygladal od strony zwyklego, ciezko pracujacego Argentynczyka? Na poczatku lat 1990tych namawiano Argentynczyków do kupowania niemal wszystkiego. Prywatyzowano firmy i laczono w konglomeraty. Namawiano do budowania domów poprzez udzielanie niskoprocentowych pozyczek. Namawiano do zakladania biznesów i dawano zwalnianym ludziom pakiety wyrównawcze. Sredniej klasie pokazywano luksusowe samochody i sprzedawano je na bardzo niskich przedplatach, wysokich procentowo pozyczkach i dlugich terminach splat. Media krzyczaly, ze przeciez jest tak dobrze, ze kazdego na pewno bedzie stac na splate samochodu, czy domu. Mozesz to wszystko miec juz dzisiaj – splacac bedziesz pózniej. Argentynczycy, podobnie jak Polacy, zachlysneli sie tym dobrobytem nie wiedzac, ze zastawiono na nich pulapke. Po 40 latach biedy i wojen wreszcie to, co do tej pory ogladali na amerykanskich filmach mogli miec w ogrodzie, czy w garazu.
Wraz z zachodnim kapitalem naplyneli ludzie, których zadaniem bylo nadzorowac jego przeplyw. Uczyli Argentynczyków na czym polega wolny rynek i globalna ekonomia (globalny dobrobyt). Wkrótce posiadali oni tak wielkie wplywy na struktury panstwowe Argentyny, ze panstwo praktycznie utracilo niepodleglosc.
W momencie, kiedy USD kupowano za peso w stosunku 1:1 wszystko, co wytwarzano w Argentynie a takze uslugi, staly sie za drogie, by móc byc towarem eksportowym. Cale panstwo, podobnie jak Polske i inne kraje, zaduszono. Import towarów byl znacznie tanszy niz ich wytwarzanie. W ten sposób zniszczono prawie 10% dochodu narodowego.
Masowe prywatyzacje na poczatku lat 1990tych niemal calego majatku narodowego, za frakcje wartosci rynkowej, juz spowodowaly bezrobocie na duza skale. Prywatyzowano glównie zaklady elektryczne, komunalne, telefoniczne itd. Globalisci maja doskonale opanowany ten proces. Prywatyzacje zaczyna sie zawsze od wybranych sektorów kluczowych. Po dokonaniu takiej prywatyzacji, sektory wspólpracujace staja sie niedostosowane (kompatybilnosc struktur finansowych i zarzadzania). Wtedy nie ma innego wyjscia, tylko trzeba prywatyzowac spiralnie do góry wszystkie sektory gospodarki. Gdy spirala prywatyzacji krecila sie do góry, spirala zwolnien szla w dól. Na dole znajdowala sie coraz wieksza liczba osób bez pracy i w koncu bez zadnych srodków do zycia.
W skali panstwa ruch spirali do góry równowazony byl przez ruch do dolu. W koncu coraz wiecej ludzi przestawalo robic zakupy, pieniadze przestawaly sie krecic. Podatki równiez. Argentynscy biedacy nie placili podatków, bo i z czego – zamiast tego zaopatrywali sie w karabiny. Gdy pieniadze przestawaly sie krecic, teraz juz sprywatyzowane biznesy, zwalnialy coraz wiecej ludzi, aby utrzymac zdolnosc ekonomiczna przedsiebiorstw. Te trzy wzajemnie powiazane ze soba kryzysy (podatki, bezrobocie, zawyzona wartosc waluty) spowodowaly to, ze rzad Argentyny zaczal blagac MFW o pomoc, lub rade. Miedzynarodowy Fundusz Walutowy, po dlugich negocjacjach zdecydowal. Argentyna jest za bardzo zadluzona. Nie mozemy pomóc. Pozostawmy to panstwo w stanie swobodnego spadania w otchlan. Na wielu militarnych naradach podjeto równiez decyzje jak odciac Argentyne od swiata zewnetrznego, gdyby przewidywane powstanie zbrojne zaczelo sie przelewac przez granice.
Ta decyzja MFW spowodowala, ze przewidujac spadek wartosci peso, Argentynczycy ruszyli na banki, by wybrac swoje oszczednosci. Banki zostaly zamkniete, place w wielu sektorach gospodarki wstrzymane. Zrozpaczony prezydent Argentyny oglosil, ze Argentyna przestaje splacac swoje dlugi. Prasa przewidywala, ze beda sie tam dzialy dantejskie sceny, po czym przestala sie sprawa interesowac.
Argentynski cud
Wydawalo sie, ze dla Argentyny nie ma juz ratunku. Szczury zaczely opuszczac tonacy okret. Prezydent Menem wyjechal do Chile. Biznesmeni i ich miedzynarodowi doradcy rozjezdzali sie do swoich krajów. Nawet drobni biznesmeni, których rodzice przyjechali do Argentyny w poszukiwaniu lepszego zycia, na gwalt starali sie o wizy wjazdowe do swoich rodzinnych krajów. Pozostawiano na pastwe losu cale fabryki z parkiem maszynowym – w których nie oplacalo sie nic produkowac. Pracowników zostawiano na bruku. Pozostawiano piekne rezydencje z basenami i cale biurowce wylozone marmurami. Ci, którzy doprowadzili do kryzysu wynosili sie jak szarancza na inne pola, które mozna bylo jeszcze objesc.
Magazyn „Time” zastanawial sie: Co dalej moze zrobic De La Rua? To jest pytanie za milion dolarów. Obojetne czy sam, czy w jakiejs koalicji, natychmiast potrzebuje planu, aby zlagodzic kryzys. Musi pomóc ludziom napelnic brzuchy i byc moze odnowic wzrost gospodarczy. Problem jest taki, ze aby zlagodzic skutki kryzysu dzialajace na biednych, rzad musi wydac miliony dolarów na jedzenie i podstawowe potrzeby. To spowoduje poglebienie kryzysu finansowego. Cos musi sie stac...
I stalo sie. Argentynczycy zawierzyli swojemu prezydentowi, który zerwal rokowania z miedzynarodowa finansjera. Wojsko, policja i zwykli ludzie staneli murem. Twierdzili, ze Argentyna nalezy do Argentynczyków a nie do miedzynarodowej mafii finansowej. Osamotniony rzad Argentyny podjal decyzje, które wprowadzily Bialy Dom i miedzynarodowych bankierów w furie. Wbrew zaleceniom uwolniono wartosc wymienna peso. Minister ekonomii Roberto Lavagna stwierdzil: Utrzymanie konkurencyjnych cen wymiany walutowej pomoze eksportowi i zaspokojeniu potrzeb kraju. Zdecydowano sie równiez zaprzestac polityki wolnego rynku, której ekonomia krajowa byla wiezniem. Nawiazano wspólprace ekonomiczna z Brazylia i Chinami. Kapital zaczal naplywac do kraju. Bank Centralny zaczal znowu skupowac USD, ale tylko tyle, ile potrzebne jest do utrzymania wzrostu ekonomicznego.
Gdy Argentyna oglosila, ze jest w stanie po trzech latach od chwili odejscia od zwyrodnialych idei globalistów, zaplacic po 30 centów za kazdego dolara dlugu i utrzymac swój niespotykany wzrost ekonomiczny, najpierw jej nie dowierzano. Pózniej surowo zakazano donosic o tym mediom. Nie dziwmy sie, jest to bowiem namacalny dowód jak szybko ekonomie poszczególnych panstw i zycie ich mieszkanców moze sie poprawic gdy zerwa one z globalistycznymi niedorzecznosciami.
Brytyjski „Guardian” w grudniu 2004 roku pisal: Trzy lata temu, w grudniu, Argentyna byla w kryzysie. Ekonomia staczala sie niekontrolowanie w przepasc, banki zamknely swoje podwoje dla inwestorów, prezydenci zmieniali sie co tydzien... Dzisiaj powszechne odczucia wsród ekonomistów w Buenos Aires sa takie, ze panstwo wygrzebalo sie z najgorszego. Tak, Argentyna ciagle zmaga sie ze skomplikowanym procesem rekonstrukcji zadluzenia, ale ekonomia przeszla niesamowite zmiany...
Jak Feniks, ekonomia podzwignela sie z popiolów. Po spadku 11% produktu narodowego w roku 2002, w 2003 roku wzrósl on o prawie 9% i wzrosnie o nastepnych 8% w tym roku. Rzad ostroznie oznajmia, ze w roku 2005 wzrosnie on o 4%, ale wiekszosc ekspertów ekonomicznych wierzy, ze faktyczny wzrost bedzie wynosil 5%...
Te zalozenia „wolnego rynku” byly zle dla miejsc pracy. Bezrobocie osiagnelo w roku 2002 swoje apogeum i wynosilo 22%. Teraz wynosi 12%...
Czy jestescie wierzacy, czy nie. Niektórzy mówia o podniesieniu sie Argentyny jako o cudzie, którego nie mógl przeprowadzic Rodrigo Rato, dyrektor MFW. Reka Boga okazala sie znacznie potezniejsza niz reka Miedzynarodowego Funduszu Walutowego. Teraz juz nikt nie oszukuje.
Druga rzecz, która taja media, to fakt absolutnego zjednoczenia klasy robotników z klasa menadzerów.
Gdy siedzieli bezczynnie na ulicach
Gdy fabrykanci zamykali fabryki i uciekali do innych krajów, poniewaz produkcja byla nieoplacalna, pracownicy i kierownictwo tracilo prace i zasiedlalo pobliskie kawiarnie i lawki. Dyskutowano glównie jak poprawic swoje zycie i sytuacje przeznaczonego na zatracenie kraju. Pracownicy takich opuszczonych fabryk jak Zanon, tesknie spogladali na bramy. W zakladach tych spedzili wiekszosc swego zycia. W koncu podjeli decyzje. Weszli na tereny opuszczonych i zdewastowanych fabryk. Ustanowili rady zakladowe, uruchomili maszyny i zaczeli produkowac z materialów znajdujacych sie jeszcze w magazynach.
Na to niemal komunistyczne zachowanie ludzi, wladze i wojsko patrzyly przychylnie. Wkrótce do tokarzy, szlifierzy i magazynierów dolaczyli kierownicy dzialów, pracownicy biur i dyrektorzy ekonomiczni. W rekordowym czasie uruchomiono sprzedaz i eksport. Nie bylo wyznaczonych godzin pracy. Decyzje w swoich fabrykach, ludzie podejmowali podczas krótkich narad produkcyjnych.
Okazalo sie, ze produkcja jest oplacalna i potrzebna. To, co nie oplacalo sie globalistom, zaczelo sie oplacac zwyklym ludziom. Bez pomocy banków i karteli finansowych. Wkrótce produkcja i sprzedaz osiagnela w niektórych fabrykach rekordowe poziomy. Ludzie dzielili sie dochodami pomiedzy soba. Nigdy jeszcze nie zarabiali takich sum pieniedzy. Zaczeli je wiec wydawac. Ruszylo budownictwo i inne galezie przemyslu.
Wszystko to stalo sie w tak krótkim czasie, ze Ameryka nie zdazyla nawet oglosic Argentyny panstwem komunistycznym. Utworzono Ruch Pracowników Bez Pracy (MTD). Ruch ten wkrótce posiadal mozliwosci prowadzenia nacisków politycznych. I to byla jeszcze jedna tajemnica cudu argentynskiego.
Szczury wracaja
Sytuacja Argentyny zaczela sie poprawiac. Globalisci i fabrykanci zaczeli wracac i domagac sie zwrotu zagrabionych przez ludzi fabryk. Ci, którzy pozostawili trzy lata temu panstwo na progu wojny domowej, teraz zaczynaja sie domagac, powolujac sie na miedzynarodowe prawo. Czy cos to Polakom przypomina?
MTD, która powstala niemal na ulicach, jest silna. Grozi masowymi demonstracjami. Ceramiczna fabryka Zanon, pierwsza przejeta przez pracowników i doprowadzona do stanu zakladu przynoszacego profit, jak niegdys Stocznia Gdanska dla Polaków, stala sie dla Argentynczyków symbolem nowego i lepszego. MTD uwazana jest przez CIA i inne podobne organizacje, jako grupa, której udalo sie wytworzyc najnowoczesniejsze strategie i rozwiazania jednoczenia i obrony ludzi przed kapitalizmem.
Powracajace szczury miedzynarodowej finansjery atakuja. Poniewaz Argentyna stanowi znaczne niebezpieczenstwo dla calej globalnej ekonomii, nalezy przypuszczac, ze gdyby USA nie byly zaangazowane w Iraku, juz dawno amerykanscy zolnierze w imie demokracji broniliby swojej ropy pod argentynska trawa, tudziez broniliby tam wolnosci swojego kraju.
Nowy prezydent Argentyny, Kirchner, domaga sie ekstradycji bylego prezydenta Menema, który przebywa w Chile. Menem jest poszukiwany przez wladze argentynskie za korupcje i doprowadzenie kraju do ruiny. Mial on startowac w wyborach prezydenckich w roku 2007 i przyrzekal fabrykantom zwrócenie ich wlasnosci. Oczywiscie dlatego cieszy sie poparciem miedzynarodowej finansjery i moze sobie drwic z nakazów i decyzji sadów argentynskich.
W styczniu 2005 roku, miedzynarodowi bankierzy zgodzili sie na propozycje rzadu Argentyny zaplacenia 25 centów za kazdy dolar dlugu. Stala sie rzecz niespotykana. Argentyna wypowiedziala wojne MFW i jeszcze kilku wielkim organizacjom globalistycznym i wygrala. Argentyna nie tylko pod oslona swojego wojska zaszantazowala globalistów, ale takze odmówila negocjacji z 700 tys. wlascicieli panstwowych akcji (bondów). Argentyna ma otwarta droge by byc przyjeta w poczet spoleczenstwa miedzynarodowego, z którego zostala wczesniej wyrzucona. I to na swoich warunkach, jako pelnoprawny czlonek sam podejmujacy decyzje.
Wielu bankierów i inwestorów miedzynarodowych oskarza Argentyne o totalitaryzm oraz oszukanie inwestorów i pozyczkodawców. To spowodowalo klótnie w lonie wielkich finansistów, wsród nich Wlochów i Amerykanów, którzy twierdza, ze gdyby nie 11 wrzesnia, to rozmawialiby z Argentynczykami inaczej.
W trzy miesiace pózniej IMF zaczal sie na nowo domagac pelnej splaty dlugów. Jednak Argentyna w ekonomicznym ukladzie z Brazylia i Chinami czula sie juz na tyle silna, aby bankierom na Wall Street pokazac jak „staly dwa drzewa i jedno sie zlamalo...” (w oryginale, prof. Clement pisal o srodkowym palcu prawej reki – Red.). Argentyna zaczela swiatu udowadniac, ze okolo polowa kredytodawców juz odniosla spore profity z argentynskich dlugów i ze to nie jest w porzadku, aby domagala sie nastepnych. To stanowisko wyeksponowaly chinskie i indyjskie media. Przy okazji, Argentyna na papierze udowodnila swiatu, w jaki sposób próbowano ja zbankrutowac i co to w praktyce oznaczalo.
Brytyjski „Guardian” pisze: Trzy rzeczy pracowaly na korzysc Argentyny. Po pierwsze, karta Kirchnera byla silna dzieki silnej ekonomii. Po drugie, zaczela wychodzic prawda o Miedzynarodowym Funduszu Walutowym. Dlatego chcial doprowadzic do szybkiej ugody. Po trzecie, Wall Street wyniósl sie z Argentyny tuz przed kryzysem i negocjacje prowadzily banki europejskie. Amerykanskie Ministerstwo Skarbu nie bylo pod naciskami, aby postepowac twardo z Argentyna. Takze nie chciano, aby Kirchner zbratal sie z silnym populista, prezydentem Brazylii, Lula...
W slady Argentyny – pokazania globalistom tylnej czesci ciala, moze isc teraz wiele zadluzonych krajów. W tym takze i Polska. I tego wlasnie finansjera obawia sie najbardziej. Zostal stworzony precedens. Stosunkowo malo znaczacy kraj, przyparty do muru sprzeciwil sie utartym sloganom demokracji, prawa i wolnego rynku. I wygral – przynajmniej jak na razie. Dla innych krajów zaistniala wielka szansa. Teraz, kiedy armia amerykanska uwiklana jest w Iraku, mozna zrzucic jarzmo. Tylko trzeba chciec i do tego dazyc. Tak jak zrobili to mieszkancy Argentyny niezaleznie od funkcji spolecznej, majatku i wyksztalcenia.
prof. dr Ronald Clement
Materialy zródlowe:
Alavio Grupo, March in Defence of Zanon, Z magazine, 17 wrzesnia 2004.
Balch Oliver, Taking care of business, Guardian, 3 czerwca 2005.
Burgo Ezequiel, Argentinas miraculous recovery owes little to the IMF, Guardian, 13 grudnia 2004.
Elliot Larry, Who needs the hand of God?, Guardian, 7 marca 2005.
Free-Market Flop: What Happened in Argentina, (www.americas.org/item_77).
Goni Uki, Argentina seeks arrest of Menem, Guardian, 22 kwietnia 2004.
Hacher Sebastian, Beneton vs. Mapuche, Z magazine, 6 czerwca 2005.
Katel Peter, Argentinas Crisis Explained, Time, 20 grudnia 2001.
Morduchowicz Daniel, Manufacturing militiants, Z magazine, 8 maja 2005.
New Argentinian president-elect pleads for national unity, CNN, 25 pazdziernika 1999.
The 100 billion dollar question, Guardian, 13 stycznia 2005.
Whitbeck Harris, Struggling economy fuels Argentine emigration, CNN, 23 lipca 2001.
Zbyt duze zadluzenie Polski i Polakow na rynkach miedzynarodowych finansow
Prosi o klopoty.
Kto popycha Polske i Polakow do tak duzego zadluzenia?
Argentina Didn't Fall on Its Own
Wall Street Pushed Debt Till the Last
By Paul Blustein
Washington Post Staff Writer
Sunday, August 3, 2003;
BUENOS AIRES -- Ah, the memories: Feasting on slabs of tender Argentine steak. Skiing at a resort overlooking a shimmering lake in the Andes. And late-night outings to a "gentlemen's club" in a posh Buenos Aires neighborhood.
Such diversions awaited the investment bankers, brokers and money managers who flocked to Argentina in the late 1990s. In those days, Wall Street firms touted Argentina as one of the world's hottest economies as they raked in fat fees for marketing the country's stocks and bonds.
The human scale of Argentina's crisis: People wait to search for food in garbage
Thus were sown the seeds of one of the most spectacular economic collapses in modern history, a debacle in which Wall Street played a major role.
The fantasyland that Argentina represented for foreign financiers came to a catastrophic end early last year, when the government defaulted on most of its $141 billion debt and devalued the nation's currency. A wrenching recession left well over a fifth of the labor force jobless and threw millions into poverty.
An extensive review of the conduct of financial market players in Argentina reveals Wall Street's complicity in those events. Investment bankers, analysts and bond traders served their own interests when they pumped up euphoria about the country's prospects, with disastrous results.
Big securities firms reaped nearly $1 billion in fees from underwriting Argentine government bonds during the decade 1991-2001, and those firms' analysts were generally the ones producing the most bullish and influential reports on the country. Similar conflicts of interest involving analysts' research have come to light in other flameouts of the "bubble" era, such as Enron Corp. and WorldCom Inc. In Argentina's case, though, the injured party was not a group of stockholders or 401(k) owners, it was South America's second-largest country.
Other factors besides optimistic analyses impelled foreigners to pour funds into Argentina with such reckless abandon as to make the eventual crash more likely and more devastating. One was Wall Street's system for rating the performance of mutual fund and pension fund managers, who were major buyers of Argentine bonds. Bizarrely, the system rewarded investing in emerging markets with the biggest debts -- and Argentina was often No. 1 on that list during the 1990s.
Within the financial fraternity, some acknowledge that this behavior was a major contributor to the downfall of a country that prided itself on following free-market tenets. That is because the optimism emanating from Wall Street, combined with the heavy inflow of money, made the Argentine government comfortable issuing more and more bonds, driving its debt to levels that would ultimately prove ruinous.
"The time has come to do our mea culpa," Hans-Joerg Rudloff, chairman of the executive committee at Barclays Capital, said at a conference of bank and brokerage executives in London a few months ago. "Argentina obviously stands as much as Enron" in showing that "things have been done and said by our industry which were realized at the time to be wrong, to be self-serving."
Compounding the financial industry's sins, Rudloff said, were its sales of Argentine bonds to individual investors, mostly in Europe, when the pros balked at buying them. Moreover, in mid-2001, as Argentina was hurtling toward default, Wall Street promoted an expensive and ultimately futile "debt swap" that gave Argentina more time to pay its debts but jacked up the interest cost. The fees on that deal alone totaled nearly $100 million.
Wall Street firms assert that their enthusiasm for backing Argentina's borrowing was motivated by a sincere, if misplaced, optimism about the country's economic strengths. But critics contend that the same forces that fueled the U.S. tech-stock frenzy were at work in Argentina, in effect causing economic globalization to play a cruel trick on the country.
Charles W. Calomiris, a Columbia University economist who was one of the earliest prophets of Argentina's financial doom, wonders why government investigators have not intervened, given the danger that the same fate could befall other countries.
"How come we have one standard for private-sector deals, where everybody is getting all upset about conflicts of interest, and nobody in Washington has raised an eyebrow over the obvious conflicts of interest involving research and underwriting activities by U.S. financial firms in the area of emerging-market sovereign debt?" Calomiris said.
"A Bravo New World." So proclaimed the title page of a report on Argentina and other Latin American markets that Goldman, Sachs & Co. sent to clients in 1996.
The report hailed Argentina for shucking policies that had afflicted the country for decades with stagnation, bouts of hyperinflation and repeated currency devaluations. The government of President Carlos Menem was accelerating reforms launched in the early 1990s aimed at deregulating the economy and turning inefficient state-run enterprises over to the private sector. Particularly important, the report's authors observed, was Argentina's determination to maintain its currency "convertibility" system, which guaranteed that the central bank would exchange pesos for dollars at a fixed rate -- one peso for one dollar. Implemented in 1991, that system was remarkably effective in keeping inflation at bay, imparting a sense of stability among consumers, savers and businesses that had been absent for generations.
"For Argentine citizens and for those investors who were willing to believe in [the government's] promises, the benefits are now becoming apparent," the Goldman report said. The nation's economy, which started to grow robustly in the early 1990s, expanded at an average 5.8 percent rate from 1996 through 1998.
As the report suggested, that success story translated into a compelling sales pitch for the Street.
Seeking to exploit a fevered atmosphere for emerging markets, firms such as Goldman, Morgan Stanley & Co. and Credit Suisse First Boston LLC built their presence in Argentina and neighboring countries by dispatching teams of economists and financial experts, many in their twenties and early thirties. They competed fiercely for "mandates" from governments to be lead managers of bond sales, especially in Argentina, whose government was the single largest emerging-market bond issuer. They found plenty of customers for the bonds in the United States and other wealthy countries among professional investors who managed hundreds of billions of dollars held in mutual funds, pension funds, insurance companies and other large institutions.
"Every time we finished a meeting [with institutional investors], the orders would come," said Miguel Kiguel, who then was Argentina's finance secretary, recalling the demand for a $2 billion issue of 20-year bonds, managed in 1997 by J.P. Morgan and Merrill Lynch.
In the emerging-markets world, people "were making money hand over fist in those days," said Stewart Hobart, a recruiter working in the field. According to Hobart and other recruiters, strategists and senior economists at major banks typically earned $350,000 to $900,000 a year, including bonuses, while their bosses, the heads of emerging-markets research, were paid well more than $1 million.
Much was at stake for the firms in their Argentine business. Were it not for Argentina's prodigious bond sales, LatinFinance magazine reported in 1998, many emerging-market investment bankers "would probably have been twiddling their thumbs" that year, because crises in Asia and Russia caused capital flows to dry up to the markets they usually served.
One securities firm, Dresdner Kleinwort Benson, reassured clients who were worried that Argentina would follow countries like Thailand and Indonesia into turmoil. "Argentina has come through the first phase of the Asian crisis with flying colors," the firm said in a June 1998 report, and it was "no coincidence. The economic fundamentals are considerably stronger than three and a half years ago."
Amid the ebullience, however, Argentina was laying the groundwork for its economic destruction.
Early Warning
In meetings with top Argentine policymakers in April 1998 to discuss the country's finances, a senior official of the International Monetary Fund, Teresa Ter-Minassian, sounded the alarm that the country might be headed for an Asian-style meltdown. "The Argentine economy contains a sort of Molotov cocktail," Ter-Minassian was quoted in Argentine media reports as saying.
Many economists' postmortems on the crisis agree: that was when Argentina went wrong, missing a crucial opportunity while the economy was going gangbusters to reduce its vulnerability to crisis.
In particular, the government had to shrink its budget deficit, because its constant borrowing was causing its debt load to increase, from 29 percent of gross domestic product in 1993 to 41 percent of GDP in 1998. Argentina had a special reason to exercise extraordinary prudence: the cherished convertibility system for the peso. If markets began to get jittery about the government's ability to repay its debts, they might well lose confidence in the currency, and overwhelm the system by dumping pesos for dollars.
Argentina's budget policy was "not all that bad" during the 1990s; "it just wasn't terrific at a time when terrific was needed," said Nancy Birdsall, president of the Center for Global Development.
Globalization is supposed to keep problems like Argentina's from occurring. In theory, international financial markets reward sound economic policies by steering capital to countries that practice them. The influence of the capital inflow makes a government even more disciplined, because policymakers know that otherwise investors may yank their money out.
In practice, the gusher of foreign money lulled Argentina's government into complacency, acknowledged Rogelio Frigerio, who was secretary of economic policy in 1998. "If you get the money so easily as we did, it's very tough to tell the politicians, 'Don't spend more, be more prudent,' because the money was there, and they knew it," he said.
Argentina's best chance to put its economy on a sound footing was gone soon thereafter, as supercharged growth gave way to recession in 1999, mostly because of a financial crisis in neighboring Brazil. At that point, a vicious circle emerged: The slump caused tax revenue to fall, which widened the budget deficit, which aroused concern about the government's ability to service its debt, which caused markets to drop, which deepened the recession, and so on.
Argentina was unable to escape the vicious circle, which gradually intensified over three years. At the big Wall Street firms, few realized how dire the country's predicament was -- with one notable exception.
Underplayed Pessimism
Long before Argentina's default, Desmond Lachman, chief emerging market economic strategist at Salomon Smith Barney Inc., saw that the Argentine economy had no way to break out of its slump and would hit the wall one way or another. Many people in the emerging-markets business recall the gloom Lachman conveyed in conversations with clients as recession began to grip Argentina, while analysts at other firms predicted a recovery.
But Lachman's pessimism was not spelled out in reports published by Salomon, a part of Citigroup, which was a major underwriter of Argentine government bonds. Written research reports are important in influencing where capital flows, partly because money managers want to have material in their files to back up their investment decisions.
Officials in Argentina's economy ministry knew that Lachman was describing the country's prospects in very dark terms. They continued to include Salomon among their underwriters anyway, but they told the firm to "make sure you have a variety of views" besides Lachman's, a former Argentine official recalled. Published research on Argentina by other Salomon analysts tended to be relatively sanguine about the country's chances for pulling through, even in the turbulent months of 2001 leading to the default.
Lachman, who left Salomon to become a scholar at the American Enterprise Institute, declined to be quoted for this story. Asked why his negative assessment of Argentina wasn't published, Arda Nazerian, a spokeswoman for Citigroup's securities arm, cited Salomon's merger with Citibank in the fall of 1998, which created a firm with an abundance of analysts, enabling Lachman to spend more time privately with big clients. "The expansion of our emerging-markets research team reduced Desmond's responsibilities for writing on individual countries," she said.
Lachman's story is emblematic of Wall Street's reluctance to offend major issuers of securities. "It's a lot of self-censorship," said Federico Thomsen, who until recently was chief economist of ING Barings's office in Buenos Aires. "It's like, if you have something good to say, you say it, but if you have something bad to say, just keep your mouth shut."
The reports that Wall Street firms published on Argentina, to be sure, became much less bullish as the recession deepened in 2000 and early 2001. Analysts increasingly stressed the importance of the government cutting its deficit and reforming labor laws. But in general, the reports predicted that Argentina would muddle through. An example was a report published in October 2000 by J.P. Morgan, the biggest underwriter of Argentine bonds in the 1990s, titled, "Argentina's debt dynamics: Much ado about not so much."
By contrast, the analyst who most publicly warned of Argentina's impending doom was Walter Molano, head of research at BCP Securities, a Connecticut firm that does no underwriting of sovereign bonds.
Such evidence of bias among analysts is misleading, according to some current and former analysts who maintain that their overriding objective has always been to serve investor-clients well by providing the best advice possible. "My incentive is to be able to predict what will happen," said Siobhan Manning, emerging market strategist at Caboto USA. "If I can predict accurately, hopefully I gain credibility, and the firm does, and I'm able to make money."
But others acknowledge that they cannot help being influenced by the fact that their compensation is likely to be greater if their investment banking colleagues win deals to sell bonds. For one thing, success for the investment bankers means the pool of money available for bonuses will be larger, and at some firms, the analysts' bonuses are decided by groups of managers that include investment bankers.
"Your salary will be about one-third of your compensation in a decent year, so your bonus is everything," said Christian Stracke, who covered Latin American economies at Deutsche Bank and other firms in the 1990s and is now with CreditSights, a much smaller outfit specializing in research. "You'll never know what percentage of that bonus came from the recommendation of [investment bankers], but you do know that without the recommendation of [investment bankers], your bonus is just not going to be very big."
Although analysts want to make the right calls, Stracke said, "they're in it for the money. If they were in it to be smart, they'd be professors."
A Perverse Situation
It wasn't just rosy analyst reports that enticed big investors to buy Argentine bonds. Many money managers thought they had to be big holders of the bonds because their jobs depended on it. The word "perverse" is repeatedly used by people in the industry to describe what happened.
Just as in the world of stock market investing, where money managers aim to beat the Standard & Poor's 500-stock index, many professional investors in emerging markets are judged every quarter or so by how well their portfolios fare in comparison to a benchmark. Their job security and annual bonuses have often depended on whether they outperform an index called the Emerging Markets Bond Index-Plus, developed by J.P. Morgan, which tracks the prices of bonds issued by various emerging economies.
During much of the 1990s, Argentina had the heaviest weighting in the index of any nation, peaking at 28.8 percent in 1998 -- not because of its economic size, but simply because its government sold so many bonds.
The index virtually forced big investors to lend vast sums to Argentina even if they feared that the country was likely to default in the long run, several money managers said. Although default would hurt their portfolios, they would still lose less than the index as long as they were a bit "underweight," meaning they held a smaller percentage of Argentine bonds than the index dictated.
They didn't dare be too far underweight. Money managers who shunned Argentine bonds were taking a huge risk, because their portfolios would almost certainly underperform the index in the event Argentine bonds rallied, as happened from time to time.
So at investor gatherings, money managers who were asked their views and investment positions on Argentina would often say "negative" and "underweight," said Mohamed El-Erian, who manages emerging-market bonds at Pimco, the giant West Coast investment firm.
"The dreaded third question would come: 'How much underweight?'" El-Erian said. "They would say, 'It's 22 percent of the index. I can't possibly be more than 5 percent underweight.' So they'd have 17 percent of their money in Argentina."
Indexation survives for lack of a good alternative for measuring money managers' skills, but unhappiness over its flaws is widespread. Everyone knows that the system "can cause credit deterioration" by impelling more lending to borrowers with the most debt, said Michael Pettis, a professor at Columbia University Business School who was a managing director in the fixed income capital markets group at Bear Stearns.
It is like "a bizarre AA program in which you remove booze from the homes of people who are reducing the amount they drink and put it into the homes of people who are drinking more every day," Pettis said. "This is probably not the best way to reduce drunkenness."
Europe Bought In Big
Professional portfolio managers, of course, had a pretty good sense of the dicey game they were playing with Argentine bonds. The same could not be said of some others.
Felicia Migliorini, a divorcee who lives north of Rome, sank her life savings, about $135,000, into Argentine bonds in March 2001. About 400,000 fellow Italians did the same; together with other individuals, mostly in Europe, they now hold about $24 billion in claims on the bankrupt Argentina government.
Migliorini has been forced to put her apartment up for sale because she cannot afford the condominium fees and other expenses. Like thousands of other Italians, she blames her bank, which sold her the bonds. Lawsuits are flying; the banks contend that the purchasers were mostly wealthy, sophisticated people who surely realized what sort of risks they were taking. But Migliorini is outraged. "They told me [the bonds] were good, stable, guaranteed, and that since they were obligations they had to be paid back," she said.
European retail investors like Migliorini were an attractive market for the syndicates selling Argentine bonds. Professional money managers in the United States were often reluctant to buy at the yields the Argentine authorities were willing to pay. So the syndicates tailored a number of their offerings to Europe, in local currencies.
One attraction of the European market was that regulations protecting small investors are substantially less strict than in the United States.
"That's what kept Argentina going," said Tom White, who at the time was employed by Metropolitan Life Insurance Co. as an emerging-market bond manager. "Those poor suckers didn't have a clue as to what they were buying."
For Argentina, "keeping the country going" might sound beneficial. But a different conclusion could be reached as the recession dragged on and the government's debt neared 50 percent of gross domestic product in late 2000. The longer Argentina was kept going with infusions of cash, and the more the country delayed facing unpleasant realities about its plight, the more cataclysmic a crash it would suffer.
At a closed-door meeting at the Argentine Embassy in Washington in October 2000 to discuss the country's finances, Calomiris, the Columbia professor, urged that the government summarily reduce the amount of its debt payments by 20 to 30 percent. The country, he recalled saying, was ensnared in a trap: The markets were demanding increasingly high interest payments on the mountain of debt at rates far in excess of the economy's capacity to grow.
Foreign creditors were bound to conclude sooner or later that the debt was unpayable in full, Calomiris warned, and if Argentina continued trying to honor its obligations it would only build up more vulnerability to complete financial breakdown.
Calomiris's proposal was rejected by the Argentine government and the IMF as too drastic. But in the months that followed, his scenario began to unfold more or less as forecast.
Capital fled the country and interest rates skyrocketed when a political rift erupted in the cabinet of President Fernando de la Rua in November 2000.
The IMF rushed to Argentina's aid with a $14 billion loan, but after a brief rally, the country's markets sank anew. By the spring, buyers of Argentine government bonds were demanding yields as high as 10.5 percentage points above U.S. Treasurys, which meant that interest costs would become even more burdensome for the government and the economy at large.
Wall Street had one more plan to keep Argentina going -- a profitable one, at least from the Street's standpoint.
Debt Swap
Upon being appointed Argentina's economy minister in March 2001, Domingo Cavallo had barely ensconced himself in his office before David Mulford, chairman international of Credit Suisse First Boston, arrived to make a pitch.
Cavallo, the father of Argentina's peso-convertibility system, had a long history of dealings with Mulford, going back to Cavallo's previous term as economy minister from 1991 to 1996. The men got to know each other when Mulford was Treasury undersecretary for international affairs during the first Bush administration, and their relationship deepened when Mulford joined CSFB, which handled the privatization of Argentina's state oil company and became one of the biggest underwriters of Argentine government bonds.
Mulford had an idea for a deal that would dwarf the ones he had done before. He proposed a "debt swap," in which Argentina's bondholders would be given the opportunity to exchange their old bonds for new ones, on a voluntary basis. The purpose was to eliminate a problem that was disturbing the markets -- the large amount of interest and principal payments Argentina was scheduled to make in the years 2001 through 2005. Under the swap, those interest and principal payments would be stretched out so that much more would fall due in the years after 2005. That would give Argentina "breathing space" to restart economic growth, Mulford contended.
Despite the skepticism of some analysts and policymakers, including the IMF's chief economist, who believed the deal would prolong the agony and dig Argentina into a deeper hole, Cavallo agreed to try the swap.
Mulford traveled to the world's financial capitals to pitch the swap, which he described as creating the opportunity for improvement in the economy, the fiscal situation and market sentiment. The deal was "essential to long-term success in restoring Argentine growth," he declared in Buenos Aires. Mulford declined to comment for this article.
The results, announced in June, were proclaimed a resounding success: Bondholders offered to exchange nearly $30 billion worth of bonds, considerably more than had been expected. The seven banks that managed the deal, led by CSFB and Morgan, collected nearly $100 million in fees, an amount they justified by pointing to the 60-plus experts who worked on the complex transactions.
Within weeks of the deal's completion, though, Argentine markets were again in a tailspin and another IMF loan in August provided only a temporary respite.
By late November 2001, deposits were flying out of Argentine banks. The government took the extraordinary measure of slapping controls on withdrawals.
That helped trigger street demonstrations and rioting, which led to the resignations of Cavallo and de la Rua in mid-December. Their successors soon thereafter declared default and freed the peso from its dollar anchor.
Lessons Learned
A year and a half after the crash, Argentina has begun recovering from its depression. Although the economy is still producing considerably less than before the crisis, and unemployment is much higher, growth has picked up in the past several quarters. A few Wall Street bankers are sniffing around again for deals to restructure defaulted debt, but the national government has ruled out hiring any firm that underwrote its bonds during the 1990s.
The brightening outlook in Argentina has helped attract a new inflow of funds from abroad, enough to drive the stock market and the peso sharply higher this year. This time, however, the government has responded with restrictions aimed at limiting the amount of "hot" money coming into the country. The move reflects the view of some in Argentina, notably Roberto Lavagna, the current economy minister, about the lessons that should be learned from the country's economic collapse.
"The lesson is, we must pay attention to bubbles," Lavagna said in a visit to Washington this year. "With stocks, or companies, or countries, all are part of the same phenomenon. Probably Argentina is the best example of a country."
For developing nations, "the worst period is when financial markets have the most liquidity," Lavagna said. "This is when countries make the worst mistakes. That is certainly the case in Argentina."
Special correspondents Brian Byrnes in Buenos Aires, and Sarah Delaney in Rome, contributed to this report.
Sunday, May 2, 2010
Dlaczego takie nowe otwarcie Moskwy? Po co tak naprawdę Marszałek Komorowski leci do Moskwy?
Dlaczego takie nowe otwarcie Moskwy? Po co tak naprawdę Marszałek Komorowski leci do Moskwy?
Z tym samym mieliśmy do czynienia w przypadku Donalda Tuska, co też zrobiło niewątpliwie wrażenie (bo musiało robić) na naszym społeczeństwie, gdyż z takimi gestami poparcia ze strony najwyższych (jakichkolwiek) władz rosyjskich dla któregoś/którychś z polskich polityków mieliśmy do czynienia dotychczas jedynie za czasów PRL i PZPR.
Nie odkryjemy również “ameryki” jeśli stwierdzimy iż jedynym tak naprawdę powodem, dla którego to właśnie czołowi politycy PO i w ogóle jacykolwiek polscy politycy spotykają się z aprobatą Kremla – jest i było od początku zmarginalizowanie poparcia polskiego społeczeństwa dla PiS-u, wówczas jeszcze dla śp Lecha Kaczyńskiego, który otwarcie przeciwstawiał się dążeniom kremlowskich polityków do zdominowania na powrót byłych republik postsowieckich poprzez szantarz gospodarczy i stopniowe uzależnianie ich od – przede wszystkim – swoich złóż surowców energetycznych, największych w Europie i jednych z największych na świecie.
Innymi słowy, ta wizyta Marszałka Komorowskiego zostanie przez Putina i Miedwiediewa wykorzystana do tego aby zasygnalizować polskiemu społeczeństwu iż tylko w przypadku gdy to Marszałek Komorowski zostanie wybrany na prezydenta Polski, będzie mogła być mowa o jakiejkowliek współpracy pomiędzy oboma krajami, czy też rządami.
dniach 7-9 maja możemy się spodziewać szczególnie ciepłego przyjęcia Marszałka Komorowskiego w Moskwie przez Miedwiediewa i Putina, co będzie się zwyczajowo już teraz tłumaczyć w kontekście ostatniej tragedii. Być może zostaną już poczynione jakieś wstępne kroki, niedwuznaczne obietnice itp, chociaż sądzę iż póki co będzie się to raczej odbywać w kategoriach wzajemnych uścisków dłoni, robienia wrażenia na opinii iż to są właśnie POlitycy, których polskie społeczeństwo powinno poprzeć jeżeli ma być w mowa o jakimkowliek dalszym ocieplaniu wzajemnych stosunków, czy też o jakichkowliek dalszych ustępstwach czy to w sprawie Katynia, czy to w sprawach co do których jakichś ustępstw rząd polski mógłby się spodziewać.
k więc Putin i Miedwiediew zrobią wszystko aby po wizycie Marszałka Komorowskiego w Moskwie, a potem (14 czerwca, proszę zauważyć, na parę dni przed samymi wyborami… jak to się wszystko układa!) w Miednoje, przychylne PO media wyrobiły w społeczeństwie właśnie to ciche przekonanie iż ewentualny wybór Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta Polski zniweczy wszelkie dotychczasowe “osiągnięcia” rządu PO i Donalda Tuska, jako wręcz jawny sygnał odtrącenia wyciągniętej do nas bratniej, rosyjkiej ręki.
W przyszłych podręcznikach historii będzie to niewątpliwie opisane po czasie jako skuteczne wykorzystanie przez kremlowskich polityków wewnętrznej struktury naszej sceny politycznej i poprzez sympatyzowanie z jedną z opozycyjnych partii doprowadzenie do marginalizacji roli drugiej z nich, tej niewygodnej dla siebie,
cztaj wiecej;
http://glosobywatela.salon24.pl/176995,po-co-tak-naprawde-marszalek-komorowski-leci-do-moskwy
Z tym samym mieliśmy do czynienia w przypadku Donalda Tuska, co też zrobiło niewątpliwie wrażenie (bo musiało robić) na naszym społeczeństwie, gdyż z takimi gestami poparcia ze strony najwyższych (jakichkolwiek) władz rosyjskich dla któregoś/którychś z polskich polityków mieliśmy do czynienia dotychczas jedynie za czasów PRL i PZPR.
Nie odkryjemy również “ameryki” jeśli stwierdzimy iż jedynym tak naprawdę powodem, dla którego to właśnie czołowi politycy PO i w ogóle jacykolwiek polscy politycy spotykają się z aprobatą Kremla – jest i było od początku zmarginalizowanie poparcia polskiego społeczeństwa dla PiS-u, wówczas jeszcze dla śp Lecha Kaczyńskiego, który otwarcie przeciwstawiał się dążeniom kremlowskich polityków do zdominowania na powrót byłych republik postsowieckich poprzez szantarz gospodarczy i stopniowe uzależnianie ich od – przede wszystkim – swoich złóż surowców energetycznych, największych w Europie i jednych z największych na świecie.
Innymi słowy, ta wizyta Marszałka Komorowskiego zostanie przez Putina i Miedwiediewa wykorzystana do tego aby zasygnalizować polskiemu społeczeństwu iż tylko w przypadku gdy to Marszałek Komorowski zostanie wybrany na prezydenta Polski, będzie mogła być mowa o jakiejkowliek współpracy pomiędzy oboma krajami, czy też rządami.
dniach 7-9 maja możemy się spodziewać szczególnie ciepłego przyjęcia Marszałka Komorowskiego w Moskwie przez Miedwiediewa i Putina, co będzie się zwyczajowo już teraz tłumaczyć w kontekście ostatniej tragedii. Być może zostaną już poczynione jakieś wstępne kroki, niedwuznaczne obietnice itp, chociaż sądzę iż póki co będzie się to raczej odbywać w kategoriach wzajemnych uścisków dłoni, robienia wrażenia na opinii iż to są właśnie POlitycy, których polskie społeczeństwo powinno poprzeć jeżeli ma być w mowa o jakimkowliek dalszym ocieplaniu wzajemnych stosunków, czy też o jakichkowliek dalszych ustępstwach czy to w sprawie Katynia, czy to w sprawach co do których jakichś ustępstw rząd polski mógłby się spodziewać.
k więc Putin i Miedwiediew zrobią wszystko aby po wizycie Marszałka Komorowskiego w Moskwie, a potem (14 czerwca, proszę zauważyć, na parę dni przed samymi wyborami… jak to się wszystko układa!) w Miednoje, przychylne PO media wyrobiły w społeczeństwie właśnie to ciche przekonanie iż ewentualny wybór Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta Polski zniweczy wszelkie dotychczasowe “osiągnięcia” rządu PO i Donalda Tuska, jako wręcz jawny sygnał odtrącenia wyciągniętej do nas bratniej, rosyjkiej ręki.
W przyszłych podręcznikach historii będzie to niewątpliwie opisane po czasie jako skuteczne wykorzystanie przez kremlowskich polityków wewnętrznej struktury naszej sceny politycznej i poprzez sympatyzowanie z jedną z opozycyjnych partii doprowadzenie do marginalizacji roli drugiej z nich, tej niewygodnej dla siebie,
cztaj wiecej;
http://glosobywatela.salon24.pl/176995,po-co-tak-naprawde-marszalek-komorowski-leci-do-moskwy
Saturday, May 1, 2010
Marszalek Komorowski zdradzil Polske i Polakow niszczac IPN
Marszalek Komorowski zdradzil Polske i Polakow niszczac IPN
Marszalek Komorowski zdradzil Polske i Polakow niszczac IPN
za to musi zaplacic swoja kariera polityczna. Niszczac IPN to jest jak niszczyc Historie Polski.
Apel do wszystkich rodakow w kraju i za granicami o nie glosowanie na Komorowskiego.
posłem Zbigniewem Girzyńskim (PiS) rozmawia Krzysztof Losz
Spodziewał się Pan, że marszałek Sejmu podpisze ustawę o IPN, czy też liczył Pan na wniosek do Trybunału Konstytucyjnego?
- Nie miałem złudzeń co do intencji marszałka Bronisława Komorowskiego i od początku się spodziewałem, że niestety złoży on swój podpis pod ustawą, mimo apeli, jakie do niego kierowano, i mimo znanego wszystkim stanowiska prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie nowelizacji ustawy o IPN. Innej decyzji po marszałku się nie spodziewałem, więc jego podpis mnie nie zaskoczył.
Prawo i Sprawiedliwość skorzysta z możliwości skierowania skargi do Trybunału Konstytucyjnego na nowelizację tej ustawy?
- Tak, taki wniosek zostanie na pewno przygotowany i złożony. Chociaż nie będzie on miał już takiego znaczenia, jakie by miał, gdyby do Trybunału wystąpił marszałek jako osoba pełniąca obowiązki prezydenta.
Dlaczego?
- Nasz wniosek nie wstrzyma wejścia ustawy w życie, tak jak by się to stało w przypadku wniosku marszałka Bronisława Komorowskiego. Ustawa zostanie przecież teraz ogłoszona w Dzienniku Ustaw i zacznie obowiązywać. Nawet jeśli Trybunał na nasz wniosek orzeknie jej niekonstytucyjność, to pewne decyzje i skutki już ona wprowadzi.
Jak szybko możemy oczekiwać orzeczenia TK w tej sprawie?
- Trybunał może się nawet szybko zająć nowelizacją ustawy o IPN, ale równie dobrze ta sprawa może być przeciągana i wyrok zapadnie np. za dwa lata. I tego się właśnie obawiam.
Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski w przeddzień obchodów 88. rocznicy Cudu nad Wisłą spotkał się w sejmowych ogrodach z kombatantami. Jednak niewielu przedstawicieli organizacji kombatanckich przybyło na spotkanie.
Jak donosi "Nasz Dziennik", kombatanci mają do marszałka żal za słowa wypowiedziane podczas obchodów 64. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Komorowski powiedział wtedy w Sejmie, że ani pierwszego, ani ostatniego dnia powstania nie było żadnych szans na zwycięstwo.
Według "Naszego Dziennika", kombatanci mają też pretensje do Komorowskiego o "zablokowanie" przez niego uchwały w sprawie potępienia Ukraińskiej Powstańczej Armii za ludobójstwo dokonane na polskiej ludności cywilnej podczas II wojny światowej.
Platforma dorżnęła IPN
Nasz Dziennik, 2010-04-30
Potwierdziły się informacje "Naszego Dziennika" z 16 kwietnia, kiedy to zapowiadaliśmy, że marszałek Bronisław Komorowski zdecydował o podpisaniu nowelizacji ustawy o IPN. Wczoraj p.o. prezydent złożył swój podpis pod nowym prawem. Komorowski nie wysłuchał apeli o skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, aby zadośćuczynić woli prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który przygotowywał wniosek do TK w tej sprawie. Nie posłuchał też apeli naukowców, również wskazujących na niekonstytucyjność nowelizacji. Marszałek przekonuje, iż dokładnie przeanalizował zapisy nowego prawa i nie znalazł tam niczego, co byłoby niezgodne z Konstytucją. Skargę do Trybunału już zapowiadają posłowie Prawa i Sprawiedliwości.
Ta decyzja już w połowie kwietnia była uzgodniona przez Komorowskiego i liderów Platformy Obywatelskiej, w tym premiera Donalda Tuska. Platforma nie mogła sobie odmówić skorzystania z wymarzonej sytuacji, gdy nikt (i nic) nie mógł już stanąć na przeszkodzie tej ustawie, którą rządząca koalicja wsparta przez SLD z takim uporem i zaciętością przeforsowała w Sejmie i Senacie. Podpis pod ustawą to finisz wielomiesięcznych starań PO i jej koalicjantów o zniszczenie niezależności IPN i ukaranie Instytutu za podejmowanie niepoprawnych politycznie tematów badawczych.
Marszałek postanowił jednak odwlec ogłoszenie złożenia podpisu pod ustawą, mając na uwadze tylko i wyłącznie względy wizerunkowe. Był on już wtedy pod ostrzałem opinii publicznej, która krytykowała marszałka za natychmiastowe (ledwie kilka dni po śmierci prezydenta i członków delegacji lecącej do Katynia) nominacje na stanowiska szefa Kancelarii Prezydenta i Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Liderzy PO obawiali się, że błyskawiczne podpisanie ustawy o IPN zostanie źle odebrane przez społeczeństwo, co byłoby niekorzystne dla kandydata PO na prezydenta w świetle przyspieszonych wyborów. Dlatego marszałek zaprosił na spotkanie najpierw szefa Kolegium IPN, a później spotkał się ze wszystkimi jego członkami. Nie było to jednak nic innego jak tylko operacja polegająca na symulowaniu konsultacji na temat ustawy. Znano przecież negatywne stanowisko prezydenta w kwestii nowelizacji ustawy. Choć Lech Kaczyński nie wyraził tego publicznie, to w jego kancelarii przygotowywano wniosek do TK wraz z obszernym uzasadnieniem. I ten fakt Komorowski teraz cynicznie wykorzystał.
- Nie znam żadnego stanowiska, które miałby zająć prezydent Lech Kaczyński. Gdyby chciał je zająć, toby skierował nowelizację ustawy do Trybunału, ale tego nie zrobił - powiedział Komorowski. I dodał, że na stronie internetowej Sejmu zostanie umieszczone pismo ministra Andrzeja Dudy z Kancelarii Prezydenta z argumentami, jakie miały stać za planami Lecha Kaczyńskiego o skierowaniu ustawy do TK. - Pan prezydent wydał mi polecenie, abym przygotował w oparciu o wytyczne, których mi udzielił, wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie - podkreślił Andrzej Duda.
Prawnicy, których opinii zasięgał Lech Kaczyński, argumentowali, że w nowelizacji skreślono przepisy o zachowaniu w tajemnicy danych osobowych zawartych w aktach służb komunistycznych, co oznacza, że każdy miałby dostęp do danych personalnych osób trzecich. Ponadto zmiana sposobu wyboru prezesa IPN (powoływanie i odwoływanie zwykłą większością głosów poselskich, podczas gdy stara ustawa stawiała wymóg 3/5 głosów) oznacza osłabienie jego niezależności. Tak samo jak w tę niezależność godzą "niejasne przesłanki, jakie ma mieć Rada IPN do jego odwołania: działanie na szkodę Instytutu, niezatwierdzenie sprawozdania rocznego". Poza tym to Rada IPN ma decydować o rozdziale środków na badania, co teraz należy do kompetencji prezesa.
- Ja tego stanowiska nie znam i tej opinii również - upierał się jednak Bronisław Komorowski, choć minister Duda publicznie informował, że to pismo skierował bezpośrednio do marszałka jako osoby pełniącej obowiązki prezydenta. List był publikowany w mediach i znają go miliony Polaków, ale najwyraźniej nie sam adresat... Nic więc dziwnego, że marszałek nie dostrzega w ustawie żadnej prawnej skazy. - Nie znalazłem żadnego powodu, dla którego mielibyśmy się obawiać niekonstytucyjności rozwiązań proponowanych w nowelizacji, więc Trybunał Konstytucyjny może się tym zająć, jeżeli którykolwiek z klubów z odpowiednią ilością podpisów skieruje to do Trybunału - powiedział Komorowski. Taką skargę już zapowiadają posłowie PiS. - Ale nasz wniosek nie wstrzyma wejścia ustawy w życie, tak jak stałoby się to w przypadku wniosku marszałka Komorowskiego - tłumaczy poseł Zbigniew Girzyński (PiS). - Nawet jeśli Trybunał orzeknie niekonstytucyjność ustawy, to pewne decyzje i skutki już ona wprowadzi - dodaje. Trzeba wszak pamiętać, że zanim ustawa wejdzie na wokandę i sędziowie się nią zajmą, upłynie co najmniej kilka miesięcy, a wyroku można się spodziewać jeszcze później.
Tymczasem wczoraj w ekspresowym tempie Sejm znowelizował nowelizację ustawy o IPN, aby rozwiązać kwestię kierowania Instytutem po śmierci prezesa Janusza Kurtyki. Teraz jego obowiązki przejął jeden z wiceprezesów - Franciszek Gryciuk. Przekazał mu je na czas swojej nieobecności w związku z wyjazdem na uroczystości rocznicowe do Katynia sam Kurtyka. Ale nowela stanowi, że to marszałek Sejmu, czyli Bronisław Komorowski, wskaże tego z wiceprezesów, który zostanie p.o. prezesem, przepadła natomiast poprawka Polski Plus, aby tymczasowego prezesa wskazało Kolegium IPN.
I nie jest wcale przesądzone, że Komorowski i PO uszanują wolę Janusza Kurtyki i na miejsce Gryciuka nie zostanie wskazana wiceprezes Maria Dmochowska. Jest ona uważana w IPN za osobę bliską PO. Dmochowska jest siostrą Jana Józefa Lipskiego, była też posłem, najpierw OKP, a potem Unii Demokratycznej. Zasłynęła m.in. udziałem w proteście przeciwko decyzji... prezesa Janusza Kurtyki o wydaniu przez IPN książki Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza "SB wobec Lecha Wałęsy". Ta publikacja była też poddana totalnej krytyce przez Tuska, Komorowskiego i innych czołowych polityków PO. I teraz to Dmochowska może przejąć władzę nad IPN.
Przypomnijmy, że nowelizacja ustawy zawiera także inne przepisy, które budzą zastrzeżenia wielu prawników. Chodzi np. o to, że IPN ma dawać obywatelowi oryginały akt służb specjalnych PRL na jego temat, co grozi tym, że mogłoby dojść do ich zniszczenia. Kopie dokumentów z archiwów IPN mają otrzymywać także agenci i funkcjonariusze bezpieki, co do tej pory było zakazane, aby osoby te nie miały świadomości, jakie dokumenty ich dotyczące zostały zachowane. Ustawa w praktyce niszczy więc sens prowadzenia przez IPN postępowań lustracyjnych.
Ponadto duże wątpliwości wzbudza tryb powoływania władz Instytutu. Kandydatów do Rady IPN ma wskazywać Zgromadzenie Elektorów wyłaniane z uniwersytetów oraz Instytutów Historii i Studiów Politycznych PAN. Spośród tych kandydatów pięciu członków Rady wybierać ma Sejm, a dwóch - Senat. Kolejne dwie osoby wybierałby prezydent spośród kandydatów zgłoszonych przez krajowe rady sądownictwa i prokuratury. Ale członkowie Zgromadzenia Elektorów nie podlegają lustracji i może dojść do sytuacji, że byliby nimi agenci komunistyczni, których wielu wciąż pracuje na uczelniach, i to oni znacząco wpływaliby na wybór władz Instytutu Pamięci Narodowej, a później na jego działalność.
Krzysztof Losz
Upolitycznienie IPN (2010-04-30)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Girzyński
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=21290
Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o IPN (2010-04-29)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: prof. dr hab. Mieczysław Ryba
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=21283
Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o IPN (2010-04-29)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: prof. dr hab. Mieczysław Ryba
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=21283
Komorowski kandydatem na prezydenta PO (2010-03-27)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Antoni Macierewicz
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20847
Szeremietiew kontra Komorowski (2010-03-06)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: prof. dr hab. Romuald Szeremietiew
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20575
Zobacz nas! (2010-01-20)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: Michał Komorowski i Przemysław Daszyk ze Śląskiego Oddziału Fundacji na Rzecz Osób Niewidomych i Słabowidzących
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19994
Komorowski o in-vitro (2009-12-16)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: o. Andrzej Rębacz
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19438
Marszałek Komorowski zmienia swoje zeznania (2009-01-28)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Antoni Macierewicz
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=10690
PiS chce odwołać marszałka Komorowskiego i wychodzi z "przyjaznego państwa" (2008-12-02)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Antoni Macierewicz
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=10032
Konferencja prasowa PiS-u na temat odwołania Bronisława Komorowskiego z funkcji Marszałka Sejmu i wystąpienia posłów PiS z komisji "Przyjazne państwo" (2008-12-02)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=10028
Sprawa Komorowskiego? (2008-11-12)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Piotr Bączek - były członek Komisji Weryfikacyjnej WSI
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9794
Wniosek o odwołanie marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego (2008-09-24)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Arkadiusz Mularczyk
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9306
Wniosek o odwołanie marszałka Bronisława Komorowskiego (2008-09-23)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9297
Przesłuchanie Komorowskiego (2008-09-23)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Wassermann - Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9291
Przyczyny odwołania przez marszałka Komorowskiego (2008-08-25)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Bożena Borys - Szopa, Główny Inspektor Pracy
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8947
Powstanie Warszawskie, cz. II (2007-08-05)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: prof. dr hab. Józef Szaniawski, płk. prof. dr hab. Krzysztof Komorowski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=5801
Powstanie Warszawskie, cz. I (2007-08-05)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: prof. dr hab. Józef Szaniawski, płk. prof. dr hab. Krzysztof Komorowski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=5800
Rocznica Zbrodni Katyńskiej (2007-04-04)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: prof.dr hab. Józef Szaniawski, płk.prof.dr hab. Krzysztof Komorowski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=4760
Piotr Komorowski - "król Sztumu" chroniony przez WSI (2007-02-13)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: red. Wojciech Wybranowski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=4302
Alex Lech Bajan
Washington DC
001-703-528-0114
email: polonia@raqport.com
Marszalek Komorowski zdradzil Polske i Polakow niszczac IPN
za to musi zaplacic swoja kariera polityczna. Niszczac IPN to jest jak niszczyc Historie Polski.
Apel do wszystkich rodakow w kraju i za granicami o nie glosowanie na Komorowskiego.
posłem Zbigniewem Girzyńskim (PiS) rozmawia Krzysztof Losz
Spodziewał się Pan, że marszałek Sejmu podpisze ustawę o IPN, czy też liczył Pan na wniosek do Trybunału Konstytucyjnego?
- Nie miałem złudzeń co do intencji marszałka Bronisława Komorowskiego i od początku się spodziewałem, że niestety złoży on swój podpis pod ustawą, mimo apeli, jakie do niego kierowano, i mimo znanego wszystkim stanowiska prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie nowelizacji ustawy o IPN. Innej decyzji po marszałku się nie spodziewałem, więc jego podpis mnie nie zaskoczył.
Prawo i Sprawiedliwość skorzysta z możliwości skierowania skargi do Trybunału Konstytucyjnego na nowelizację tej ustawy?
- Tak, taki wniosek zostanie na pewno przygotowany i złożony. Chociaż nie będzie on miał już takiego znaczenia, jakie by miał, gdyby do Trybunału wystąpił marszałek jako osoba pełniąca obowiązki prezydenta.
Dlaczego?
- Nasz wniosek nie wstrzyma wejścia ustawy w życie, tak jak by się to stało w przypadku wniosku marszałka Bronisława Komorowskiego. Ustawa zostanie przecież teraz ogłoszona w Dzienniku Ustaw i zacznie obowiązywać. Nawet jeśli Trybunał na nasz wniosek orzeknie jej niekonstytucyjność, to pewne decyzje i skutki już ona wprowadzi.
Jak szybko możemy oczekiwać orzeczenia TK w tej sprawie?
- Trybunał może się nawet szybko zająć nowelizacją ustawy o IPN, ale równie dobrze ta sprawa może być przeciągana i wyrok zapadnie np. za dwa lata. I tego się właśnie obawiam.
Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski w przeddzień obchodów 88. rocznicy Cudu nad Wisłą spotkał się w sejmowych ogrodach z kombatantami. Jednak niewielu przedstawicieli organizacji kombatanckich przybyło na spotkanie.
Jak donosi "Nasz Dziennik", kombatanci mają do marszałka żal za słowa wypowiedziane podczas obchodów 64. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Komorowski powiedział wtedy w Sejmie, że ani pierwszego, ani ostatniego dnia powstania nie było żadnych szans na zwycięstwo.
Według "Naszego Dziennika", kombatanci mają też pretensje do Komorowskiego o "zablokowanie" przez niego uchwały w sprawie potępienia Ukraińskiej Powstańczej Armii za ludobójstwo dokonane na polskiej ludności cywilnej podczas II wojny światowej.
Platforma dorżnęła IPN
Nasz Dziennik, 2010-04-30
Potwierdziły się informacje "Naszego Dziennika" z 16 kwietnia, kiedy to zapowiadaliśmy, że marszałek Bronisław Komorowski zdecydował o podpisaniu nowelizacji ustawy o IPN. Wczoraj p.o. prezydent złożył swój podpis pod nowym prawem. Komorowski nie wysłuchał apeli o skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, aby zadośćuczynić woli prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który przygotowywał wniosek do TK w tej sprawie. Nie posłuchał też apeli naukowców, również wskazujących na niekonstytucyjność nowelizacji. Marszałek przekonuje, iż dokładnie przeanalizował zapisy nowego prawa i nie znalazł tam niczego, co byłoby niezgodne z Konstytucją. Skargę do Trybunału już zapowiadają posłowie Prawa i Sprawiedliwości.
Ta decyzja już w połowie kwietnia była uzgodniona przez Komorowskiego i liderów Platformy Obywatelskiej, w tym premiera Donalda Tuska. Platforma nie mogła sobie odmówić skorzystania z wymarzonej sytuacji, gdy nikt (i nic) nie mógł już stanąć na przeszkodzie tej ustawie, którą rządząca koalicja wsparta przez SLD z takim uporem i zaciętością przeforsowała w Sejmie i Senacie. Podpis pod ustawą to finisz wielomiesięcznych starań PO i jej koalicjantów o zniszczenie niezależności IPN i ukaranie Instytutu za podejmowanie niepoprawnych politycznie tematów badawczych.
Marszałek postanowił jednak odwlec ogłoszenie złożenia podpisu pod ustawą, mając na uwadze tylko i wyłącznie względy wizerunkowe. Był on już wtedy pod ostrzałem opinii publicznej, która krytykowała marszałka za natychmiastowe (ledwie kilka dni po śmierci prezydenta i członków delegacji lecącej do Katynia) nominacje na stanowiska szefa Kancelarii Prezydenta i Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Liderzy PO obawiali się, że błyskawiczne podpisanie ustawy o IPN zostanie źle odebrane przez społeczeństwo, co byłoby niekorzystne dla kandydata PO na prezydenta w świetle przyspieszonych wyborów. Dlatego marszałek zaprosił na spotkanie najpierw szefa Kolegium IPN, a później spotkał się ze wszystkimi jego członkami. Nie było to jednak nic innego jak tylko operacja polegająca na symulowaniu konsultacji na temat ustawy. Znano przecież negatywne stanowisko prezydenta w kwestii nowelizacji ustawy. Choć Lech Kaczyński nie wyraził tego publicznie, to w jego kancelarii przygotowywano wniosek do TK wraz z obszernym uzasadnieniem. I ten fakt Komorowski teraz cynicznie wykorzystał.
- Nie znam żadnego stanowiska, które miałby zająć prezydent Lech Kaczyński. Gdyby chciał je zająć, toby skierował nowelizację ustawy do Trybunału, ale tego nie zrobił - powiedział Komorowski. I dodał, że na stronie internetowej Sejmu zostanie umieszczone pismo ministra Andrzeja Dudy z Kancelarii Prezydenta z argumentami, jakie miały stać za planami Lecha Kaczyńskiego o skierowaniu ustawy do TK. - Pan prezydent wydał mi polecenie, abym przygotował w oparciu o wytyczne, których mi udzielił, wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie - podkreślił Andrzej Duda.
Prawnicy, których opinii zasięgał Lech Kaczyński, argumentowali, że w nowelizacji skreślono przepisy o zachowaniu w tajemnicy danych osobowych zawartych w aktach służb komunistycznych, co oznacza, że każdy miałby dostęp do danych personalnych osób trzecich. Ponadto zmiana sposobu wyboru prezesa IPN (powoływanie i odwoływanie zwykłą większością głosów poselskich, podczas gdy stara ustawa stawiała wymóg 3/5 głosów) oznacza osłabienie jego niezależności. Tak samo jak w tę niezależność godzą "niejasne przesłanki, jakie ma mieć Rada IPN do jego odwołania: działanie na szkodę Instytutu, niezatwierdzenie sprawozdania rocznego". Poza tym to Rada IPN ma decydować o rozdziale środków na badania, co teraz należy do kompetencji prezesa.
- Ja tego stanowiska nie znam i tej opinii również - upierał się jednak Bronisław Komorowski, choć minister Duda publicznie informował, że to pismo skierował bezpośrednio do marszałka jako osoby pełniącej obowiązki prezydenta. List był publikowany w mediach i znają go miliony Polaków, ale najwyraźniej nie sam adresat... Nic więc dziwnego, że marszałek nie dostrzega w ustawie żadnej prawnej skazy. - Nie znalazłem żadnego powodu, dla którego mielibyśmy się obawiać niekonstytucyjności rozwiązań proponowanych w nowelizacji, więc Trybunał Konstytucyjny może się tym zająć, jeżeli którykolwiek z klubów z odpowiednią ilością podpisów skieruje to do Trybunału - powiedział Komorowski. Taką skargę już zapowiadają posłowie PiS. - Ale nasz wniosek nie wstrzyma wejścia ustawy w życie, tak jak stałoby się to w przypadku wniosku marszałka Komorowskiego - tłumaczy poseł Zbigniew Girzyński (PiS). - Nawet jeśli Trybunał orzeknie niekonstytucyjność ustawy, to pewne decyzje i skutki już ona wprowadzi - dodaje. Trzeba wszak pamiętać, że zanim ustawa wejdzie na wokandę i sędziowie się nią zajmą, upłynie co najmniej kilka miesięcy, a wyroku można się spodziewać jeszcze później.
Tymczasem wczoraj w ekspresowym tempie Sejm znowelizował nowelizację ustawy o IPN, aby rozwiązać kwestię kierowania Instytutem po śmierci prezesa Janusza Kurtyki. Teraz jego obowiązki przejął jeden z wiceprezesów - Franciszek Gryciuk. Przekazał mu je na czas swojej nieobecności w związku z wyjazdem na uroczystości rocznicowe do Katynia sam Kurtyka. Ale nowela stanowi, że to marszałek Sejmu, czyli Bronisław Komorowski, wskaże tego z wiceprezesów, który zostanie p.o. prezesem, przepadła natomiast poprawka Polski Plus, aby tymczasowego prezesa wskazało Kolegium IPN.
I nie jest wcale przesądzone, że Komorowski i PO uszanują wolę Janusza Kurtyki i na miejsce Gryciuka nie zostanie wskazana wiceprezes Maria Dmochowska. Jest ona uważana w IPN za osobę bliską PO. Dmochowska jest siostrą Jana Józefa Lipskiego, była też posłem, najpierw OKP, a potem Unii Demokratycznej. Zasłynęła m.in. udziałem w proteście przeciwko decyzji... prezesa Janusza Kurtyki o wydaniu przez IPN książki Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza "SB wobec Lecha Wałęsy". Ta publikacja była też poddana totalnej krytyce przez Tuska, Komorowskiego i innych czołowych polityków PO. I teraz to Dmochowska może przejąć władzę nad IPN.
Przypomnijmy, że nowelizacja ustawy zawiera także inne przepisy, które budzą zastrzeżenia wielu prawników. Chodzi np. o to, że IPN ma dawać obywatelowi oryginały akt służb specjalnych PRL na jego temat, co grozi tym, że mogłoby dojść do ich zniszczenia. Kopie dokumentów z archiwów IPN mają otrzymywać także agenci i funkcjonariusze bezpieki, co do tej pory było zakazane, aby osoby te nie miały świadomości, jakie dokumenty ich dotyczące zostały zachowane. Ustawa w praktyce niszczy więc sens prowadzenia przez IPN postępowań lustracyjnych.
Ponadto duże wątpliwości wzbudza tryb powoływania władz Instytutu. Kandydatów do Rady IPN ma wskazywać Zgromadzenie Elektorów wyłaniane z uniwersytetów oraz Instytutów Historii i Studiów Politycznych PAN. Spośród tych kandydatów pięciu członków Rady wybierać ma Sejm, a dwóch - Senat. Kolejne dwie osoby wybierałby prezydent spośród kandydatów zgłoszonych przez krajowe rady sądownictwa i prokuratury. Ale członkowie Zgromadzenia Elektorów nie podlegają lustracji i może dojść do sytuacji, że byliby nimi agenci komunistyczni, których wielu wciąż pracuje na uczelniach, i to oni znacząco wpływaliby na wybór władz Instytutu Pamięci Narodowej, a później na jego działalność.
Krzysztof Losz
Upolitycznienie IPN (2010-04-30)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Girzyński
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=21290
Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o IPN (2010-04-29)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: prof. dr hab. Mieczysław Ryba
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=21283
Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o IPN (2010-04-29)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: prof. dr hab. Mieczysław Ryba
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=21283
Komorowski kandydatem na prezydenta PO (2010-03-27)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Antoni Macierewicz
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20847
Szeremietiew kontra Komorowski (2010-03-06)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: prof. dr hab. Romuald Szeremietiew
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20575
Zobacz nas! (2010-01-20)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: Michał Komorowski i Przemysław Daszyk ze Śląskiego Oddziału Fundacji na Rzecz Osób Niewidomych i Słabowidzących
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19994
Komorowski o in-vitro (2009-12-16)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: o. Andrzej Rębacz
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19438
Marszałek Komorowski zmienia swoje zeznania (2009-01-28)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Antoni Macierewicz
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=10690
PiS chce odwołać marszałka Komorowskiego i wychodzi z "przyjaznego państwa" (2008-12-02)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Antoni Macierewicz
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=10032
Konferencja prasowa PiS-u na temat odwołania Bronisława Komorowskiego z funkcji Marszałka Sejmu i wystąpienia posłów PiS z komisji "Przyjazne państwo" (2008-12-02)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=10028
Sprawa Komorowskiego? (2008-11-12)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Piotr Bączek - były członek Komisji Weryfikacyjnej WSI
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9794
Wniosek o odwołanie marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego (2008-09-24)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Arkadiusz Mularczyk
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9306
Wniosek o odwołanie marszałka Bronisława Komorowskiego (2008-09-23)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9297
Przesłuchanie Komorowskiego (2008-09-23)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Wassermann - Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9291
Przyczyny odwołania przez marszałka Komorowskiego (2008-08-25)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Bożena Borys - Szopa, Główny Inspektor Pracy
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8947
Powstanie Warszawskie, cz. II (2007-08-05)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: prof. dr hab. Józef Szaniawski, płk. prof. dr hab. Krzysztof Komorowski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=5801
Powstanie Warszawskie, cz. I (2007-08-05)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: prof. dr hab. Józef Szaniawski, płk. prof. dr hab. Krzysztof Komorowski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=5800
Rocznica Zbrodni Katyńskiej (2007-04-04)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: prof.dr hab. Józef Szaniawski, płk.prof.dr hab. Krzysztof Komorowski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=4760
Piotr Komorowski - "król Sztumu" chroniony przez WSI (2007-02-13)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: red. Wojciech Wybranowski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=4302
Alex Lech Bajan
Washington DC
001-703-528-0114
email: polonia@raqport.com
Subscribe to:
Comments (Atom)